Wiele osób robi to źle. Jak (nie) dobierać narzędzi do zarządzania zadaniami? [#005]

przez Monika Torkowska
Czas czytania: 23 min

Na rynku znajdziesz aplikacje naprawdę do wszystkiego. Śledzenie nawyków zarządzanie zadaniami zarządzanie projektami, kategoryzowanie dokumentów, a nawet robienie zdjęć paragonom. Opowiem ci dzisiaj krótką historię o tym, jak to wyglądało u mnie. I pogadamy o tym, jak się w tym wszystkim odnaleźć.

Posłuchaj odcinka w: Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, YouTube lub skorzystaj z odtwarzcza poniżej.

Wymienione w tym odcinku

  1. Książka “7 nawyków skutecznego działania” Stephen Covey (audiobook dostępny od ręki na Legimi)
  2. Książka “Getting Things Done” David Allen
  3. Aplikacja Evernote – w nawiązaniu go GTD Allena
  4. Aplikacja Any.do – jedna z pierwszych zainstalowanych przeze mnie
  5. Planery do druku
  6. Podcast Mała Wielka Firma #264: Jak stworzyć procedury w firmie, żeby mieć więcej czasu dla siebie i mniej problemów do rozwiązania
  7. Mój profil na Instagramie
  8. Post z planowaniem 12-tygodniowym
  9. Folia elektrostatyczna, którą wykorzystuję do planowania 12-tygodniowego
  10. Seria live’ów tematycznych #kawazrana
  11. #RÓWNOWAŻĘ – Kampania Społeczna Higieny Umysłu organizowana przez Kamilę Paszelke z uwazniej.pl

Materiały dodatkowe

4 rzeczy do zrobienia po wysłuchaniu odcinka

Odpowiedz sobie na poniższe pytania.

  1. Do czego ma służyć Ci aplikacja/planer/kalendarz?
  2. Jaki problem chcesz danym narzędziem rozwiązać?
  3. Czy jest to faktyczna potrzeba, czy bardziej moda, ciekawość?
  4. Czy nie dublujesz funkcjonalnie aplikacji/planera/kalendarza?

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

Z tego odcinka dowiesz się

Dziś chciałabym rozłożyć na czynniki pierwsze temat, który czasem się pojawia w wiadomościach. Czasem dostaję pytania z jakich aplikacji korzystam na co dzień i dlaczego. Albo czy korzystam z jakiejś aplikacji, o której mówiłam np. dwa lata temu.

Jak to było u mnie na początku?

I myślę że to jest dość fajny temat. Zwłaszcza, że moja historia związana z korzystaniem z aplikacji, z różnych elektronicznych narzędzi jest dosyć zawiła. Cofnijmy się zatem w ogóle do początków do tych czasów kiedy ja się zaczynałam interesować tematem zarządzania sobą w czasie. I to było 10 lat temu. Strasznie to brzmi. Ta przygoda tak naprawdę zaczęła się od książki “7 nawyków skutecznego działania” Stephena Covey’a“Getting Things Done” Davida Allena.

W tej drugiej książce szczególnie mocno był położony nacisk na korzystanie z aplikacji. Przynajmniej ja tak tę książkę zapamiętałam. I tam oczywiście prym wiodła aplikacja Evernote. Mam wrażenie, że dzięki tej książce przede wszystkim ta aplikacja tak bardzo stała się popularna na całym świecie. I wcale nie powiem, że to źle. Bo aplikacja jest naprawdę całkiem fajna i można z niej fajnie korzystać.

Dla tych z Was którzy nie wiedzą co to jest, to jes to aplikacja sygnowana jako miejsce do przechowywania notatek. Idąc za tym tropem, Getting Things Done to była książka, która była taką moją bazą od której zupełnie zaczynałam jako studentka. I, oczywiście, uległam w pewien sposób temu, co w tej książce było napisane i temu, jak został ten system przedstawiony.

Chciałam go oczywiście implementować, dlatego naturalną koleją rzeczy było to, że zainstalowałam oczywiście aplikację Evernote i chciałam z niej korzystać. Zainstalowałam też pamiętam wtedy Any.do do zarządzania zadaniami.

Co zakończyło się fiaskiem?

Tylko problem w tym, że korzystanie z aplikacji (takich, wtedy) zakończyło się troszeczkę fiaskiem. Może trochę przesadzam, bo z Evernote zostałam przez dłuższy czas w nie do końca świadomy sposób. W sensie – w bardzo chaotyczny sposób. Natomiast Any.do to była w ogóle kompletna porażka jeśli o mnie chodzi. Sterta zaległych zadań była po prostu ogromna. Pamiętam do dzisiaj, jak kiedyś mi się przypomniało w tramwaju, że “Ej! Przecież miałam korzystać z Any.do!”.

Do dzisiaj mam w głowie po prostu ten widok jak scrollowałam aplikację przeglądając zaległe zadania. Kompletna porażka. Nie potrafiłam w ogóle korzystać z tych aplikacji. Zapominałam o tym, że one w ogóle istnieją, że chciałam w tym kierunku pójść. Kompletnie nie dla mnie. Kompletnie bez sensu.

Dlatego idąc tą ścieżką przeszłam od różnych aplikacji (bo Any.do było jedną z nich) testowałem w międzyczasie jeszcze jakieś inne. A jest ich na rynku, teraz to już w ogóle, masa. Wtedy też trochę było.

Nie korzystałem wtedy z żadnych blogów nie czytałam nic więcej bo nie byłam świadoma w sumie tego zakątka internetu. Okazuje się że ten zakątek internetu jest całkiem spory. Nie wiem czy wtedy był sypor, ale podejrzewam, że już też ktoś stworzył, przynajmniej w języku angielskim, jakieś sensowne materiały na ten temat.

Jak zmieniałam system w czasie?

No i co zrobiła Torkowska? Torkowska przeniosła się na po prostu papier. Najzwyczajniej w świecie na papier. I pamiętam, że to był kalendarz taki bardzo podobny do tego, co osoby zapisane do mojego newslettera mają po prostu bezpłatnie u mnie do druku. Zachęcam, bo jest to bardzo lubiany widzę kalendarz. Jest to kalendarz (planer) zwykły w widoku tygodniowym od poniedziałku do niedzieli w poziomie. W pionie godziny. Widok całego tygodnia na stronie A4.

Ten kalendarz wówczas ja próbowałam sobie sama jakoś tam z Internetu sklecić z internetu i poprawiłałm według swoich potrzeb. I po prostu wiecie, wydrukowałam na kartkach dwustronnie, poszłam do ksero i zbindowała. I taki kalendarzniej, m więcej co dwa miesiącen po prostu miałam na świeżo.

Całe moje życie tam już ogarniałam studenckie wtedy. Pamiętam że kiedy z niego korzystałem to już studiowałam dwa kierunki, czyli musiał być już rok 2014. Czyli trochę mi zajęło dojście do innego nieco rozwiązania.

Oczywiście, ten kalendarz był już wcześniej. Natomiast pamiętam, że w 2014 towarzyszył mi na co dzień. A dlaczego to pamiętam? Bo pamiętam jak bardzo zdezelowany ten kalendarz był. Był zniszczony. Był pokreślony. Wyglądał okropnie. Natomiast spełniał swoją funkcję fantastycznie! Po prostu był moim towarzyszem absolutnie każdego dnia.

Jak warto dobierać narzędzia?

Tutaj dochodzimy do bardzo ważnego punktu, że stosowanie jakiejkolwiek metody jakiegokolwiek narzędzia nie ma żadnego sensu jeśli, jeśli to narzędzie nie będzie naszym codziennym towarzyszem. Więc to jest naprawdę drugorzędna sprawazy, czy ty użyjesz aplikacji typu Todoist, Any.do, cokolwiek, do ogarnięcia swojej codzienności. Czy będzie ci towarzyszyła zwykła celuloza. To jest coś bardzo mocno opartego tak naprawdę na preferencjach, bo wyobraź sobie, że masz osobę która nie lubi korzystać zbyt często z telefonu albo nie chce z niego korzystać. To pchanie się w aplikacje kompletnie jest pozbawione sensu, bo te aplikacje nie będą spełniały tej funkcji, która jest założeniem w ogóle korzystania z takich aplikacji. Czyli, żeby one towarzyszyły nam w naszych codziennych działaniach. To jest podstawowa rzecz. Dla mnie w tamtym czasie właśnie tak było.

Nie miałam wtedy zbyt dobrego smartfona, powiem szczerze, który byłby w stanie udźwignąć więcej aplikacji. To też jest w sumie istotna rzecz. I mi się bardzo dobrze pracowało z widokiem tygodniowym, ponieważ jeden kierunek studiów studiowałem dziennie i drugi jednocześnie zaocznie, więc dla mnie ten widok tygodniowy od razu na obu stronach kalendarza jest super. Wtedy był super./

Dlaczego trzeba pozbyć się złudzeń?

Warto sobie uświadomić, że samo zainstalowanie aplikacji albo kupienie kalendarza nie sprawi, że cokolwiek się magiczne samo wydarzy. Ja wiem, że to brzmi może kuriozalnie albo bardzo trywialne, bo przecież wiadomo, że to się nic nie stanie.

No być może na poziomie świadomym wiemy o tym, natomiast podświadomie może nam w głowie trochę siedzieć taka myśl, że “Teraz to sobie kupię kalendarz, taki bardzo ładny, trochę na niego wydam, bo mi się podobają takie kalendarze. Przecież jak już będę miał taki kalendarz, jak już kupię taki kalendarz i on będzie na mnie czekał, to ja na pewno z niego będę korzystać!”.

Albo “Dobra to ja sobie przejrzę te aplikacje, wybiorę taką, która mi się najbardziej podobaa. Ale tak najbardziej najbardziej. To już wtedy, jak już tak świadomie ją wybiorę to już na sto procent będę z niej korzystać!”.

Pewnie nie zdziwię się jeśli powiem, że samo to nie wystarczy. Że korzystanie, obojętnie czy mówimy o aplikacji czy o jakimś narzędziu papierowym nawet, jeśli to będzie taki planer, który wydrukujesz z mojej strony – obojętnie. Albo kalendarz na który wydasz kilkadziesiąt złotych. To nie wystarczy do tego żeby zaczął się w tobie kształtować nawyk korzystania z jakiegoś narzędzia. Czyli jeśli dla ciebie nie jest intuicyjne korzystanie z papieru lub z aplikacji to nie będziesz z tego korzystać.

Jak zacząć faktycznie z narzędzi korzystać?

Ale jak to zrobić żeby zacząć korzystać? To w pierwszym kroku oczywiście potrzebujesz wybrać takie narzędzie, które ci się faktycznie najbardziej będzie podobać.

Czyli musisz znać pewien sposób swoje potrzeby. Być może przetestować to, zainstalować, sprawdzić czy to dla Ciebie. “Słabo. Meh. Zainstalowane, ale nie do końca w sumie mam chęć na to patrzeć”.

Kupić ten kalendarz, wydać na ten kalendarz. Zobaczyć czy ty masz w ogóle chęć do niego zaglądać. Nie mówię na tym etapie, że już będziesz regularnie do niego zaglądać, tylko jakie się w tobie rodzą odczucia związane z tym narzędziem. Jakkolwiek niektórym może to brzmieć bardzo śmieszniedczucia – “odczucia związane z narzędziem”, ale w kontekście wyrabiania sobie nawyku korzystania z tego narzędziaażne w jest to, z czym nam się to narzędzie kojarzy. I bardzo dobrze żeby się kojarzyło pozytywnie. I to będzie pierwszy krok do wyrobienia nawyku korzystania z tego narzędzia.

Drugi krok który jest stosunkowo pewnie nielubiany albo inaczej – wymaga samodyscypliny, jak w każdym nawyku. To jest po prostu nauczenie się regularnego zaglądania do niego. Oczywiście można mieć ciągle w pamięci to, żeby zaglądać. Można to też zrobić w bardziej automatyczny sposób, czyli ustawiać sobie budzik, żeby zajrzeć do tego miejsca i z niego korzystać. Lub też położyć go w bardziej widocznym miejscu. Albo przykleić sobie kartkę w jakimś widocznym miejscu. Brzmi śmiesznie. No być może! Ale jeśli dopiero zaczynasz i naprawdę to nie jest dla ciebie intuicyjne to, hej! Ułatwiaj sobie po prostu życie. Czy coś brzmi śmiesznie, czy tobie się wydaje śmieszne, czy ktoś się będzie z tego śmiał… Choć, jak ty będziesz mieć z tego profit, powiedzmy, za miesiąc albo dwa, bo zaczniesz regularnie korzystać z jakiegoś narzędzia. A, że ktoś tam się śmieje, czy tam wydaje ci się to głupie… Odstawmy te myśli na chwilę na bok i dajmy po prostu temu szansę. W inny sposób nie jesteś tego w stanie zrobić naturalnie.

Jeśli jesteś osobą która ma skłonność do korzystania z takich narzędzi, która w jakiś sposób, w wyniku wychowania (bo być może już jako dziecko korzystał_ś z takich narzędzi) – to supre. Jest trudno, będąc osobą dorosłą tak po prostu o, z dnia na dzień i już, “po prostu korzystam”, “to jest moim nawykiem”. To tak nie działa. Tak nie działają w ogóle psychologicznie mechanizmy związane z tym jak wyrabiają się nawyki.

Jakie są wady i zalety aplikacji do zarządzania zadaniami?

Przyzwyczajanie do urządzenia

Sporym minusem aplikacji może być to że one po prostu nas przyzwyczajają do korzystania z urządzenia. Czy to komputera, czy telefonu.

I warto mieć tego świadomość szczególnie jeśli mamy skłonność do tego, żeby z tej aplikacji do zarządzania zadaniami potem wpaść na YouTube, na Instagram, na Facebooka i w ten sposób spędzić na tym urządzeniu, w Internecie dużo więcej czasu niż byśmy chcieli. To może być pewnego rodzaju pułapka. W którą mniej lub bardziej świadomie możemy wpaść. Kiedy z takich aplikacji korzystamy.

Automatyzacja i cykliczność

Ale aplikacje mają też bardzo dużo zalet i nie da się ich też pominąć. To jest przede wszystkim pewnego rodzaju automatyzacja. W szczególności w przypadku zadań które są cykliczne i, powiem szczerze, że ja sobie teraz, z perspektywy czasu, nie wyobrażam korzystać z kalendarza papierowego do rzeczy które robię cyklicznie. Nie wyobrażam sobie przepisywać z roku na rok i imienin i urodzin, jakichś ważnych wydarzeń. Dla mnie to jest strata czasu i ja bym nie chciała tego robić. Nie wyobrażam sobie wpisywać też rzeczy które się dzieją co tydzień jak np. podsumowania tygodnia. Mam całą procedurę na to. Gdybym chciała to wpisywać w kalendarz… Kompletnie bez sensu. Powinnam używać słowa planer. Kalendarz będzie datowany, a z planera można korzystać w różny sposób. Albo jeśli mam jakieś czynności domowe,, podział obowiązków i to też są wszystko zadania cykliczne. Czasami ta cyklicznść jest, akurat u nas, mniej standardowa np. coś jest co trzy dni albo coś jest co 4 dni. Ustaliliśmy optymalną częstotliwość wykonywania pewnych rzeczy i czasami ta częstotliwość jest inna niż raz w tygodniu, czyli taka standardowa. Korzystanie z planera, przepisywanie tego w planerze dla mnie kompletnie mija się z celem.

Podobnie jak w przypadku wypracowanych procedur. Procedury czyli takie listy co po kolei ma zostać zrobione. Np. lista na nagrywanie i publikację podcastu. Czy lista na napisanie wpisu bloga. Papier w moim przypadku zupełnie się nie sprawdził. A tych procedur mam całkiem sporo. W sumie chętnie nagram kiedyś podcast o tych procedurach, bo to jest coś co bardzo ułatwia życie i ogranicza ryzyko błędu i zmniejsza obciążenie naszej głowy.

Bardzo fajna rzecz. Jeśli macie ochotę to wpiszcie w google checklistę albo procedury. W sumie Marek Jankowski chyba miał kiedyś podcast o procedurach bardzo fajny. Jeśli go znajdę to Wam oczywiście w notatkach podlinkuję. Marek Jankowski z Bartkiem Popieram. Sprawdzę to.

Dane w chmurze

Plusem aplikacji, przewagą aplikacji nad papierem będzie też to, że wszystkie te dane masz w chmurze. I, oczywiście, można się teraz sprzeczać na temat tego, czy te dane z chmury mogą zniknąć. Ale tak szczerze, to po tylu latach korzystania z różnych aplikacji nigdy mi nic nie zginęło.

Dlatego tę utratę danych traktuję bardzo z przymrużeniem oka, bo jeśli porównamy to z tym, jak łatwo można stracić kalendarz lub planer, po prostu gdzieś zgubić, zostawić, cokolwiek, to nie jest to zbyt porównywalne. Dużo łatwiej zgubić po prostu rzecz fizyczną niż utracić dane, które są po prostu w chmurze.

Przypominajki

Plusem też aplikacji jest to, że można ustawić sobie przypominajki na pewne wydarzenia lub zadania i dostać po prostu notyfikacjię na telefon. Jeśli ktoś lubi notyfikacje, albo akurat te konkretnie chce. Nie ma tego w przypadku kalendarza papierowego.

Zarządzanie większymi projektami

Łatwiej też jest zarządzać jakimiś większymi projektami, szczególnie wieloosobowymi. W tym przypadku nie za bardzo wyobrażam sobie, że da się to optymalnie zrobić na papierze. Być może jakieś etapy da się zrobić na papierze, ale i tak moim zdaniem warto to wtedy przenieść do jakiegoś narzędzia elektronicznego, żeby wszyscy mieli dostęp z różnych miejsc i żeby łatwiej się po prostu między poszczególnymi etapami projektu po prostu poruszać.

Wszystko pod ręką

No i korzystanie z aplikacji, powiem szczerze, bywa dosyć szybkie. Szczególnie jeśli mamy widget (skrót na ekranie urządzenia mobilnego – przyp.) na jakimś ekranie głównym np. do dodawania kolejnych zadań. Bardzo łatwo ściągać z głowy coś, co nam się przypomni. Chyba, że kalendarz czy planer mamy faktycznie ciągle pod ręką. Tak bardzo bardzo zawsze pod ręką. I wtedy po prostu wszystko zapisujemy. No to ok. Ja założyłam, że szybciej idzie w przypadku aplikacji jeśli tam przechowuje się rzeczy.

Z jakich narzędzi korzystam teraz?

Być może teraz zastanawiasz się skoro tak bardzo reklamowałam te aplikacje, że one mają tyle zalet czy, to czy ja zupełnie nie korzystam z papieru. Czy ja po tych początkowych moich przebojach z aplikacjami, później przerzuceniu się na papier, i znów z powrotem do aplikacji, czy ja się przerzuciłam zupełnie na aplikacja.

Otóż, odpowiedź brzmi: nie. Nie, bo ja nadal bardzo lubię pracować z papierem! Chociaż, nie będę ukrywać, że naprawdę duża część tego, co robię faktycznie odbywa się elektronicznie. Tzn. mam aplikację, w której przechowuję takie większe notatki. Przechowuję też procedury. Przechowuję też zadania tzw. pierdołowate – takie, które trzeba zrobić, związane z domem, coś załatwić. Przechowuję je w aplikacji, bo zawsze chcę mieć je pod ręką, a nie zawsze chcę ze sobą nosić papier.

Oczywiście wszystkie rzeczy cykliczne obowiązkowo u mnie też lądują w aplikacji. Projekty też rozpisujeę częściowo w aplikacji. Chociaż, jeśli obserwujesz mnie na Instagramie, to wiesz, że od jakiegoś czasu eksperymentuje sobie z planowaniem 12-tygodniowym. To akurat robię w formie fizycznej, ale o dziwo nie na papierze, tylko na takiej folii elektrostatycznej sobie to rozpisuję. Chociaż pierwszy etap jest na papierze. Widzisz. Bywa i tak.

Co wybieram do pracy kreatywnej i dlaczego?

Natomiast ja bardzo lubię tworzyć też na papierze. Teraz odcinki też często rozpisuje sobie na papierze. Prawie co tydzień na Instagramie jest live w poniedziałek. Nazywa się #kawazrana ze mną. Z Torkowską. To są live’y tematyczne i w tym tygodniu (kiedy nagrywałam) był taki niecodzienny temat, bo o nicnieobieniu i testowaliśmy przy okazji nowe ziarna kawy jakości speciality. To są takie luźne pogadanki tematyczne ze mną, ale żeby nie być zbyt chaotyczną podczas tych spotkań to oczywiście też wypisuję sobie kilka punktów. Myślę o tym, co chcę powiedzieć, żeby się później po prostu nie zgubić. Zwłaszcza, że odpowiadam też na komentarze w międzyczasie. I ja do wszystkich takich rzeczy mam po prostu swój taki “kajecik”. I tam sobie wszystko wypisuje. Po prostu w zeszycie. Najczęściej jest tam misz-masz i kompletny. Po prostu burdel, gdyby ktoś z zewnątrz do niego zajrzał. Ale ja to bardzo lubię, bo to jest dla mnie po prostu miejsce w którym ja w pewien sposób ćwiczę swoją kreatywność.

Nie wiem czy wiecie, ale to nie jest tak, że kreatywny człowiek się rodzi. To jest umiejętność, którą też można rozwijać. Jednym ze sposobów jej rozwijania jest po prostu pisanie i generowanie pomysłów. Oczywiście można to robić elektronicznie. Tak, jak mówiłam – kwestia preferencji. Mi ten proces idzie dużo lepiej, kiedy korzystam z papieru.

W mojej pracy zawodowej też lubię mieć taki mały, nazwijmy to, plan tygodniowy, który właśnie sobie tworzę w zeszycie w kropki po to, żeby pisać główne obszary, którymi się będę zajmowała danego dnia.

To jest dla mnie szczególnie przydatne od czasu kiedy zostałam też przełożoną. Czyli poza oprogramowaniem jeszcze zajmuję się ludźmi. Bardzo mi się to przydaje, ponieważ pokazuje mi w danym tygodniu w jakim kierunku zmierzam. Do tego super mi się sprawdza papier.

Jaka jest najważniejsza rzecz przy wybieraniu narzędzi do zarządzania zadaniami?

Na podstawie tego opisu zdaję sobie sprawę, że to może brzmieć jak chaos, ale dla mnie to zupełnie tym chaosem nie jest. I powiem Ci dlaczego.

I to jest moim zdaniem jedna z ważniejszych rzeczy. Poza oczywiście świadomością tego, po co jest mi dane narzędzie, jak ja chcę je wykorzystywać, jak ja chcę żeby ono mi służyło i jaki problem ma mi rozwiązać. Ta rzecz jest numerem jeden jeśli chodzi o sensowne wybranie dla siebie narzędzia.

Numerem dwa jest to, żeby nie wykorzystywać do jednej kategorii rzeczy dwóch narzędzi. Czyli żeby np. nie trzymać listy zakupów w dwóch różnych narzędziach. Że ja sobie piszę np. w moim planerze, że powinnam kupić to i tamto, ale jeszcze do tego gdzieś tam jest stara aplikacja, w której kiedyś wrzuciłam też listę zakupów. Wtedy to już się robi naprawdę chaos. Bo ty potem nie wiesz co gdzie masz. Może wiesz. Tylko nie wiesz z czego korzystać. A w momencie kiedy do jednej rzeczy, jednej kategorii, jednej grupy rzeczy (jakkolwiek to nazwiemy) będziesz mieć jedno narzędzie, takie najlepsze, które najbardziej się Tobie do tej danej rzeczy kategorii sprawdza, to wszystko będzie OK.

I teraz uprzedzając ewentualną wątpliwość wcale nie trzebado do każdej kategorii na samym początku szukać od razu najlepszego dla siebie narzędzia. Kompletnie nie. Ja to teraz tak sobie robię, bo tak mi teraz pasuje. Zwłaszcza, że część rzeczy współdzielę z moim domownikiem, więc to też też wymaga pewnego kompromisu. Dostosowanie narzędzi, jeśli ten sposób korzystamy. Wtedy, kiedy byłam studentką naprawdę ten planer był centrum dowodzenia totalnie.

Później kiedy już byłam bardziej świadoma tego, w jaki sposób te aplikacje mogą się przydać na co dzień to stopniowo rozdzielałam co gdzie ma być.

Ale żeby nie było, że jestem taka tutaj święta, to był taki krótki czas, gdzie wpadłam w pułapkę wrzucania rzeczy z tej samej kategorii do różnych miejsc. Tak zupełnie bez bez przemyślenia. Ale szybko zdałam sobie sprawę, że to jest bardzo bardzo złe podejście, bo naprawdę wprowadza taki chaos, że później nie wiesz z czego korzystać. Można się stać tak przytłoczonym… I sam sobie to człowiek robi narzędziami, które się wybrało, że ma się ochotę wszystko po prostu rzucić w cholerę i w ogóle nie korzystać z niczego. Już nawet z tego planera. I stwierdzić, że jakoś to tam będzie. Przecież ludzie żyją bez takich rzeczy. No co, ja sobie nie poradzę? Lepiej się nie wpędzać w taki w taki nastrój, bo jest to bardzo uciążliwe i może sprawić, że się pojawi takie zniechęcenie, że będzie trudno się po prostu z tego zniechęcenia odbić. Myślę, że nie warto.

Jaką wadę ma papier?

W kontekście papieru jeszcze muszę wspomnieć o tym, że jeśli ktoś ma taką potrzebę, żeby wszystko było ładnie, niepokreślone, żeby było bardzo przejrzyście, to korzystanie z papieru może być przytłaczające. Chyba, że będziecie pisać ołówkiem i mazać. Natomiast ja nie do końca lubię ten sposób pisania, więc wolę pisać po prostu długopisem lub lub cienkopisem, a planowanie ma to do siebie, że (o tym powinnam też nagrać podcast) w planowaniu nie chodzi o to, że to, co planujemy ma być zrealizowane dokładnie w stu procentach tak jak zaplanowaliśmy. Planowanie służy wyznaczaniu pewnego kierunku i plany się po prostu zmieniają w czasie. A jeśli się zmieniają to znaczy, że krślimy i coś zmieniamy, więc jeśli wizualnie to dla kogoś jest nie do zniesienia, że będą przekreślenia, że będzie nierówno, że coś nam gdzieś wyjedzie, to papier w kontekście planowania sobie np. tygodnia może być dużym wyzwaniem. Nie polecałabym. Dla mnie to było całkiem OK.

Trochę teraz z perspektywy czasu żałuję, że wyrzuciłam moje stare plenery, bo wrzuciłabym Wam oczywiście zdjęcia. Wyglądały dramatycznie, ale fantastycznie się sprawdzały na te warunki, które miałam wtedy i te potrzeby, które gdzieś tam sobie w międzyczasie zdefiniowałam, odkryłam na przełomie miesięcy testowania różnych narzędzi i różnych podejść.

Kiedy najwydajniej przebiega proces dobierania narzędzi dla siebie?

Nie wiem czy to zabrzmi dobrze, czy to zabrzmi źle, ale im więcej się ma na głowie, tym wydajniej tak naprawdę przebiegnie proces testowania tego jakie narzędzia nam się najlepiej sprawdzą. I wiem to na podstawie właśnie tego najbardziej hardcorowego czasu w moim życiu jeśli chodzi o bycie zajętą, o to jak mało czasu miałam na cokolwiek. Mam tutaj na myśli połączenie dwóch kierunków studiów z pracą zawodową, którą kilka lat temu wykonywałam z badaniami naukowymi, które miałam gdzieś po drodze. To jest takie połączenie, które naprawdę jest absolutnie genialnym weryfikatorem tego, czy coś się sprawdza czy nie. Dlatego ten postęp w zmienianiu narzędzi przeze mnie był naprawdę szybki, bo po prostu odrzucam coś, co się nie sprawdzało.

Dlatego wtedy ta aplikacja Any.do, o której wspominałam na początku dosyć szybko wyleciała z telefonu, bo ona kompletnie nie miała sensu i dlatego przesiadłam się właśnie wtedy na papier. I ten papier ze mną został naprawdę przez dłuższy czas.

Podsumowując

  • Nie nie trzeba korzystać z żadnych aplikacji po to żeby ogarnąć swoją codzienność. Nie trzeba też korzystać z papieru tak naprawdę. Z niczego nie trzeba korzystać jeśli tobie nie jest potrzebne.
  • Warto w tym wszystkim nie wpadać w pułapkę mody. Mody na jakieś narzędzie. Mody na aplikacje. Mody na jakiś fancy kalendarz, który właśnie wyszedł i po prostu wszyscy go szturmem kupują.
  • Warto temu nie ulegać tylko po prostu najpierw się zastanowić albo krótko przetestować czego my tak naprawdę chcemy i co nam się podoba. I to jest absolutny punkt wyjścia do w ogóle podejmowania decyzji o tym czy my z jakiegoś narzędzia chcemy korzystać. Jeśli tak, to z jakiego. A przede wszystkim jaki problemot narzędzie ma nam rozwiązywać.
  • Warto też szukać nietypowych rozwiązań. To znaczy myśleć (czy to o aplikacji czy o papierze) niekoniecznie w szablonowy sposób. Bo kto powiedział, że trzeba z tych narzędzi korzystać w taki sposób w jaki korzystają wszyscy? No proszę cię, nikt tak nie powiedział. Kto ci zabroni? Narzędzie ma służyć Tobie i przede wszystkim to od Ciebie zależy w jaki sposób będziesz z niego korzystać. Dlatego ja bardzo do eksperymentów zawsze zachęcam, szczególnie w tym przypadku.

Za dwa tygodnie czeka nas wyjątkowy odcinek, ponieważ będę brała udział w Kampanii #RÓWNOWAŻĘ – Kampanii Społecznej Higieny Umysłu i w ramach tej kampanii zamierzam przygotować dla Was specjalny odcinek-niespodziankę. Dlatego zapraszam za dwa tygodnie.

Bardzo serdecznie dziękuję za dzisiaj. Jeśli Ci się podobało, ten lub inny odcinek, to zachęcam do obserwowania, do wystawienia ocen i recenzji na ApllePodcasts, a my słyszymy się już za dwa tygodnie.

Do usłyszenia.


Zdjęcie: Flexiple


Niektóre linki na stronie mogą być afiliacyjne i dotyczą tylko produktów i usług, które z czystym sercem mogę polecić. Jeśli wejdziesz przez taki link na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu otrzymam gratyfikację (nie wpływa to na cenę dla Ciebie). W ten sposób wspierasz moją pracę. Dziękuję!

Przeczytaj też

Zostaw komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej