7 (niekoniecznie oczywistych) mikronawyków, żeby mieć lepszy każdy dzień [#006]

przez Monika Torkowska
Czas czytania: 20 min

Porównajmy dwa zdania: „Ona nie myśli tak jak ty” i „Ona nie myśli, tak jak ty”. Oba te zdania różni bardzo prosta, bardzo mała rzecz – przecinek. A jednak robi różnicę. Czasami tak jest właśnie w kontekście małych nawyków, małych rzeczy, które wykonujemy na co dzień. One też potrafią zrobić bardzo dużą różnicę. 

Posłuchaj odcinka w: Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, YouTube lub skorzystaj z odtwarzcza poniżej.

Wymienione w tym odcinku

Materiały dodatkowe

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

W tym odcinku

Kiedy słuchasz tego odcinka, to nie da się ukryć, że już mamy jesień. A kiedy nagrywam ten odcinek, to ta jesień się właśnie zaczyna. Powiem ci szczerze, że jesień to jest taka pora roku, którą ja bardzo lubię. To jest moja ulubiona pora roku. Ona mi się bardzo dobrze kojarzy i moje dni są wtedy przyjemniejsze. Te kolorowe liście mnie dobrze nastrajają. 

Natomiast pomyślałam sobie, że są małe rzeczy, które możemy na co dzień wprowadzić stosunkowo proste – po to, żeby mieć lepszy po prostu każdy dzień chociaż trochę. Jak widzisz po wstępie – mała rzecz potrafi zrobić naprawdę ogromną różnicę, a my bardzo często tych drobnych rzeczy nie doceniamy, bo jest taka tendencja, że dopiero duże rzeczy to… Tam jest moc. Wielkie cele, duże nawyki, duże wyzwania, że to robi robotę. 

A tymczasem okazuje się, że jakby nie było, codzienność składa się z małych rzeczy, z małych kroków, które się po prostu sumują, kumulują w czasie i działają jak taki trochę efekt kuli śnieżnej. 

Dzisiejszy odcinek powstał w ramach akcji #RÓWNOWAŻĘ w ramach Kampanii Społecznej Higieny Umysłu, do której zaprosiła mnie Kamila z uważniej.pl. Celem tej kampanii jest szerzenie świadomości w zakresie dbania o zdrowie psychiczne na co dzień. Jest to temat mi bardzo, bardzo bliski, bo jestem przekonana o tym, że dobrostan nie tylko fizyczny, ale psychiczny jest podstawą w ogóle do tego, żeby nam się fajnie żyło i funkcjonowało na co dzień. Żeby nie tylko realizować fajne cele, ale radzić sobie przede wszystkim w różnych trudnych momentach. 

Dobry dzień zaczyna się poprzedniego dnia

Tak sobie myślę, że im lepsza codzienność, tym łatwiej nam radzić sobie na co dzień, a dobry dzień, z mojego punktu widzenia, zaczyna się poprzedniego dnia. Jakkolwiek to jest nieintuicyjne w pierwszym momencie. Już tłumaczę. 

To, jak będzie wyglądać przede wszystkim końcówka poprzedniego dnia, będzie wpływało na to, jak tobie będzie się funkcjonować dnia kolejnego. Co mam tutaj na myśli? Dobrym pomysłem może być, i teraz część osób przewróci oczami – zaplanowanie kolejnego dnia. 

1. Zaplanowanie kolejnego dnia

Część osób przewróci oczami, bo wiem, że niektórzy nie lubią planowania, ale do tego sobie jeszcze kiedyś wrócimy. Fakt jest taki, że nie trzeba lubić planowania, żeby z niego korzystać i dostrzegać jego zalety. [śmiech] Planowanie to nie jest też bycie na uwięzi. 

Mówiąc „zaplanowanie kolejnego dnia” mam na myśli spojrzenie w kalendarz, spojrzenie w swój terminarz, pomyślenie o tym, co nas czeka w ciągu najbliższych dni i co najsensowniej byłoby zrobić tego kolejnego dnia. To może być bardzo prosta metoda, która zajmie ci 5 minut? 10 minut? Potrzebujesz raptem kartki albo jakieś aplikacji do tego, żeby to zrobić. 

Swoją drogą, o aplikacjach, planerach i kalendarzach był poprzedni odcinek – o tym, czy to są nasi wrogowie czy przyjaciele i jak można do tego gąszczu informacyjnego podejść. Tak naprawdę wystarczy wypisać chociaż trzy najważniejsze rzeczy, które masz zrobić następnego dnia – takie trzy rzeczy występują często pod nazwą MIT – Most Important Tasks, czyli trzy najważniejsze rzeczy, które następnego dnia powinny być zrobione. Już samo to może wyznaczyć ci fajny kierunek następnego dnia. 

Ma to kilka zalet. [śmiech] Jedną z nich jest to, że kolejnego dnia, kiedy już wstaniesz nie marnujesz swoich zasobów umysłowych na to, żeby się zastanawiać od rana, co masz do zrobienia, tylko dzień wcześniej po prostu zostało to przemyślane, przeanalizowane, co jest do zrobienia i co jest najważniejsze. 

Wielu osobom może to 

A) dawać trochę więcej spokoju w głowie,

B) po prostu pomagać i działać na co dzień.

Jeśli przyjdzie do zastanawiania się, co w danym momencie powinno się zrobić, to mając taką bardzo prostą listę wybór będzie po prostu łatwiejszy. 

Sprawdź 🔍

Prosta, przejrzysta aplikacja workflowy. Szybko stworzysz w niej prostą listę zadań.

2. Odłożenie telefonu wcześniej

Będąc w dniu poprzednim – i ja wiem, że teraz może być kolejne przewrócenie oczami, ale odłożenie odpowiednio wcześniej telefonu. Niezabranie ze sobą telefonu do łóżka. 

A tak już uściślając – chodzi po prostu o ograniczenie odpowiednio wcześnie wpływu niebieskiego światła na nas samych. Założę się, że znasz tę całą teorię, że niebieskie światło wpływa na to, że zaburza nam się wydzielanie melatoniny, a to jest hormon, który odpowiada za to, jak nam się zasypia i za regenerację podczas snu. 

Domyślam się, że ty to wiesz. [śmiech] Czułabym, że ten odcinek jest nie pełen, gdybym o tym nie wspomniała. Ale przy okazji odkładania telefonu, najlepiej by było poza zasięg wzroku, ale wiem, że mamy budziki na telefonie, to trzeba się pilnować albo włączyć tryb samolotowy na telefonie. 

Revenge bedtime procrastination

Przy okazji odkładania telefonu – jest bardzo ciekawy mechanizm, bardzo ciekawe zjawisko, którego być może nie znasz. To zjawisko to revenge bedtime procrastination, czyli zwlekanie przed pójściem spać. Prokrastynowanie snu. [śmiech] Brzmi zabawnie, nie? 

Ale mechanizm jest mega ciekawy i pojawia się w szczególności u osób, których dni są mniej zorganizowane, które mają mniejszą kontrolę nad swoim dniem. To jest taka odpowiedź na to, że dzień był w naszym odczuciu „zmarnowany”, że coś nie poszło, tak jak powinno. 

W związku z tym, że ten dzień jest cały „zmarnowany”, wieczorem trochę brakuje energii, żeby „nadrobić” to wszystko, więc chwytamy za telefon i odkładamy moment pójścia spać na znacznie późniejszą godzinę niż zrobilibyśmy to normalnie. 

Co to powoduje? Ano to, że później wstajemy oczywiście bardziej zmęczeni, kolejnego dnia trudniej nam się funkcjonuje, trudniej nam jest się zorganizować i po prostu ten cykl dalej się utrzymuje. Błędne koło. 

Zwróć uwagę jak jedno działanie bardzo wpływa na kolejne rzeczy, które się dzieją. Jeśli zawalimy tą końcówkę dnia poprzedniego, to kolejny dzień może być dla nas trudniejszy, bardziej wymagający. Możemy w pewien sposób walczyć trochę ze sobą, bo będziemy turbo zmęczeni, niewyspani, będzie większa skłonność do odkładania na później od samego rana albo do dokonywania najprostszych wyborów, na przykład żywieniowych. 

To nie jest żadne nadzwyczajne zjawisko, tylko zwykła psychologia i zwykłe to, jakimi ludźmi jesteśmy. To jest ludzkie. 

3. Poranek bez pośpiechu

Dlatego tak ważne jest, żeby dobry dzień zaczynać tak naprawdę dnia poprzedniego. Późne pójście spać to czasami też poranek w pośpiechu. Niestety. Nie wiem, czy ktokolwiek lubi zrywać się nagle z łóżka, bo się zaspało. Ja bardzo nie lubię. Potem jeszcze biegać w popłochu, chwytać rzeczy i wybiegać w pośpiechu z domu. Bardzo nie lubię takich poranków, 

Oczywiście, zdaję sobie z tego sprawę, że nie zawsze jest możliwe, żeby mieć spokojny poranek. Dla niektórych z nas poranek bez pośpiechu może być wyzwaniem, zdaję sobie z tego sprawę, szczególnie jeśli opiekujemy się innymi i jest jakiś chaos z tym związany, zwłaszcza rano na przykład przed wyjściem do szkoły. 

Ale dobrym pomysłem jest zastanowienie się, co możemy zrobić, aby te poranki uspokoić. Co możemy zrobić w ramach naszego kręgu wpływu, żeby po prostu było fajniej? 

Przygotowanie się dzień wcześniej

Nawiązując do tego, co już powiedziałam – przygotować się w jakiś sposób dzień wcześniej. Jeśli wiesz, że będziesz zabierać ze sobą strój do ćwiczeń, cokolwiek, jakieś materiały przed wyjściem z domu, to dobrym pomysłem jest mieć je po prostu przygotowane dzień wcześniej niż od samego rana, szczególnie jeśli istnieje jakaś szansa, że zaśpisz, to może sprawić, że ten poranek będzie po prostu gorszy, z większym pośpiechem, z większym poziomem stresu, a to jest średnio pożądane na samym początku dnia. 

Decyzja co będę jeść

Można też podjąć decyzję, zastanowić się, co będziemy jeść na śniadanie. Ja wiem, że to może wydawać się trochę śmieszną rzeczą, natomiast w momencie kiedy my jesteśmy zmęczeni, kiedy jesteśmy bardziej obciążeni, to najczęściej nie mamy zdolności decyzyjnej do tego, żeby podejmować takie wybory żywieniowe, jakie byśmy podejmowali normalnie. W sensie – kosztuje nas to znacznie więcej niż w normalnej sytuacji. 

Aby temu przeciwdziałać i mieć trochę fajniejszy poranek – warto się zastanowić poprzedniego dnia, co na to śniadanko wsuniemy. Być może coś wcześniej sobie przygotować. Są takie nocne owsianki, jeśli ktoś lubi owsianki. 

Ja rzadko z tego korzystam, bo nie lubię owsianki na zimno, ale wiem, że niektórzy lubią i to jest super opcja organizacyjnie mieć wsadzoną do lodówki owsiankę, która się przez noc sama robi, potem ją wyjąć i wsunąć. Coś wspaniałego. Pewnie takich opcji jest znacznie więcej. Warto z nich korzystać. 

Porządek wokół

Oczywiście, są jeszcze takie rzeczy proste, ale dla mnie trudne, [śmiech] żeby zawsze mieć poprzedniego dnia posprzątane mieszkanie. A przynajmniej posprzątane te obszary, w których się poruszamy rano. Ej, kto tutaj jest bez winy, niech pierwszy rzuci kamień. Jeśli ty jesteś osobą, która zawsze ma wszędzie porządek, to ja gratuluję – u mnie tak nie jest. Chociaż bardzo lubię porządek, tylko nie lubię sprzątać. To jest coś nad czym pracuję, szczególnie w kontekście kuchni, bo zmywanie jest moją zmorą. Porządek od samego rana może bardzo poprawić dzień i sprawić, że poranek też będzie bardziej na luzie. 

Nieuleganie drzemkom

Jeszcze taka rzecz odnośnie wstawania mi się teraz przypomniała, żeby poranek był bardziej bez pośpiechu. Co ten pośpiech generuje? Na przykład drzemki. Słyszałam o takiej metodzie liczenia sobie od pięciu w dół, czyli 5, 4, 3, 2, 1 i wstaję. Podobno to na niektórych super działa. 

Ja to testowałam i jest coś w tym. Pomaga trochę pokonać opór związany ze wstawaniem, bo już doszła ta jedynka to wstaję. Nie na każdego pewnie zadziała, ale jest to nawykowe zachowanie, tak jak ja często wspominam, więc warto przetestować. Może dla ciebie się okaże, że to jest rewolucyjna metoda i przestaniesz odkładać wstawanie rano, a potem twoje poranki dzięki temu będą bez pośpiechu. 

4. Oko na zielone

Jak już nam mija dzień pracy, to czasami warto sobie robić przerwę. Idealnie by było podczas tych przerw trochę zwiększyć relaks, trochę zwiększyć odstresowywanie się w trakcie tych przerw. 

Jednym z rekomendowanych sposobów, jak to zrobić – potwierdzonych naukowo oczywiście – jest patrzenie na zieleń, ponieważ to nas uspokaja, to nas odpręża, odstresowuje, przynosi nam ulgę nawet jeśli w alei miejskiej z drzewami się znajdujemy albo na nią patrzymy. 

Celowo użyłam stwierdzenia „albo na nią patrzymy”. Według badań, które były przeprowadzone na 160 osobach, którym pokazywano filmy 3D z obszarami miejskimi, zielonymi, to nawet u tych osób zauważono, że to powoduje u nich spadek stresu. 

Dobrze słyszysz – ziomkom dano do oglądania film 3D z miastem, w którym były tereny zielone, pewnie to były jakieś parki i drzewa i to sprawiało, że im padał poziom stresu. Genialne! 

Być może masz widok taki, że masz zieleń za oknem – wtedy super. Być może masz las w okolicy i możesz codziennie sobie na jakiś mały spacer wyskoczyć – to też super. 

Ale jeśli nie masz nic takiego w pobliżu, to potwierdzoną badaniami opcją może być też włączenie YouTuba i popatrzenie sobie na film, który ktoś nagrał w lesie. Żeby nie było – jeszcze jak mieszkałam w takich okolicach, gdzie było trochę mniej lasu i miałam bardziej zajęte dni, to korzystałam z tej metody. [śmiech] Powiem ci szczerze, że coś w tym jest. 

Teraz codziennie bywam w lesie, więc nie czuję takiej potrzeby, ale gdybym miała takie dni, to naprawdę brałabym to jak Reksio szynkę. Dla mnie pójście do lasu, jak już zapewne wiesz, to jest bardzo duża przyjemność. Duża mała, bo taka niepozorna. 

5. Mikroprzyjemności

Małe przyjemności, które są powtarzane regularnie tworzą po prostu fajną codzienność. Oczywiście super jest wyjechać na wakacje raz czy dwa razy w roku, ale to są wakacje. A co z codziennością, którą mamy każdego dnia? Co z wszystkimi dniami? 365 dni w roku, 7 dni w tygodniu? Czy nie byłoby fajne, gdyby każdy dzień dawał powody do uśmiechu? 

Nie znam twojej sytuacji, nie znam twojej codzienności. To, do czego zachęcam, to oczywiście do poruszania się w swoim kręgu wpływu, czyli w tym, co ty możesz faktycznie realnie zrobić, na co ty masz wpływ, bo tak naprawdę tylko nad tym mamy kontrolę, nad czynnikami zewnętrznymi nie za bardzo, więc w ramach tego, co my możemy zrobić, to na przykład sprawiać sobie jakiś mikro przyjemności. 

Celowo nazywam to mikroprzyjemności – chodzi o to, żeby to było stosunkowo szybkie, tanie, mało wymagało od nas zasobów różnych. Czasami czasowych, czasami finansowych, czasami mentalnych. 

Zresztą nie masz wrażenia, że to byłoby trochę smutne, gdybyśmy przyjemne rzeczy mieli raz w roku jak jedziemy na wakacje? Nawet jak o tym mówię, to myślę sobie: meh, bez sensu, ja tak nie chcę. 

U mnie taką mikroprzyjemnością jest mieć zawsze pod ręką bardzo dobre ziarna kawy i móc sobie smaczną kawę zrobić. To pewnie ciebie nie zaskakuje, jeśli znasz poprzednie odcinki, ale to jest taka rzecz, którą ja bardzo lubię, która jest dla mnie rytuałem. Nie kosztuje zbyt wiele, ja po prostu tę kawę mam. 

Kupiłam sobie też Aeropress, który nie jest ogromnym wydatkiem w stosunku do tego, ile kosztują profesjonalne ekspresy ciśnieniowe do kawy, taki jak by mi się marzył. [śmiech] Dobra alternatywa uważam. To jest moja mikro przyjemność każdego dnia. 

Dla ciebie to może być też kawa, a może w ogóle lubisz jakieś super herbaty? Albo jakieś inne jeszcze rzeczy? Albo masz jakieś kubki, które ci się podobają i to dla ciebie jest super przyjemność, bo możesz sobie w takim ładnym, fajnym kubku pić. 

To może być też to, że kupisz sobie gazetę raz na jakiś czas, bo generalnie szkoda ci na gazetę. Ja tak mam w sumie, nie wiem czemu. Tak sobie myślę teraz, że to jest bez sensu. Ej, muszę to przemyśleć. Cokolwiek – gazeta, książka. 

Coś, czego normalnie sobie nie kupujesz, a w sumie marzysz o tym, żeby to mieć, ale wydaje ci się jakimś głupim wydatkiem. Nie uważam, że coś jest głupim wydatkiem, jeśli ma w jakiś sposób podnieść nasz dobrostan na co dzień. 

Być może dla ciebie to będzie tak prozaiczna rzecz jak codziennie jakiś absolutnie ulubiony owoc pod ręką. Małe rzeczy robią różnicę w skali. To jest pytanie do ciebie – co tobie daje małą, może większą przyjemność? Co ciebie stosunkowo mało kosztuje zasobów, czasu, pieniędzy, a możesz mieć na co dzień? 

6. Awaryjne jedzonko

A skoro już jesteśmy przy jedzeniu, to dobry dzień to jest to też dzień w pewien sposób odporny na nieprzewidziane sytuacje. Temu służy zrobienie planu dnia. Chociaż małego, o którym wspominałam na początku tego odcinka. Ale to jest też przygotowanie się na przykład w kontekście jedzenia na gorszy dzień. 

Kiedy coś się wali w naszym dniu, kiedy coś idzie nie po naszej myśli, to znacznie łatwiej jest stwierdzić, że ja teraz rzucam wszystko w cholerę, nie chce mi się gotować, jeny no zjem cokolwiek i potem łatwo jest nie do końca być zadowolonym z tego wyboru. 

Mechanizm nie jest zaskakujący, bo kiedy mamy jakieś trudne sytuacje, to po prostu wyczerpuje się nasza siła woli, wyczerpuje się zdolność decyzyjna, więc później kiedy jesteśmy blisko wyczerpania, chociaż one nie wyczerpują się zupełnie, to po prostu dokonujemy najprostszych w naszej opinii wyborów. 

Żeby sobie ułatwić, żeby mieć lepszy każdy dzień warto być na takie sytuacje przygotowanym. Że kiedy one wystąpią, to będzie nam łatwiej dokonać innego wyboru. 

Jednym z takich pomysłów w kontekście jedzenia jest mieć przygotowane awaryjne jedzonko. Co mam na myśli „awaryjne jedzonko”, bo brzmi tak trochę enigmatycznie? Wcale nie chodzi o przygotowywanie na tydzień wszystkich obiadów albo coś w tym stylu, tylko chodzi o mądre zarządzanie jedzeniem i gotowaniem na co dzień. Tak, tutaj się znów odzywa troszeczkę planowania gotowania. [śmiech] 

Moją absolutnie ulubioną metodą, która pozwala mi mieć takie awaryjne jedzonko w lodówce jest wekowanie na zimno lub pseudowekowanie. 

Ale to sprowadza się do tego, że ja po prostu w momencie kiedy sobie coś gotuję, to gotuję zwykle tego więcej. Po to właśnie, żeby sobie zapseudowekować. Jedną zaletą jest to, że przydaje się na awaryjne sytuacje, a drugą zaletą jest to, że ja naprawdę mnóstwo czasu dzięki temu na gotowaniu oszczędzam. Po prostu jest łatwiej. 

Inną taką rzeczą jest… [śmiech] Śmieję się, bo ktoś pomyśli, że to są banalne rzeczy, natomiast skala tego, jak bardzo drobne rzeczy przydają się później też w kryzysowych sytuacjach – doświadczamy tego właśnie kiedy te kryzysowe sytuacje przychodzą. Albo zaczynamy dostrzegać, kiedy w perspektywie później czasu te lepsze dni u nas po prostu są dzięki takim strategiom. 

Nie jem zbyt często pieczywa na co dzień, dlatego jeśli kupuję to pieczywo to u mnie by się ono marnowało, gdybym codziennie chciała mieć świeży bochenek chleba, dlatego ja chleb, bułki i inne pieczywo najczęściej albo dostaję, albo odbieram za pomocą aplikacji To Good To Go – to jest aplikacja, która pomaga na całym świecie w niemarnowaniu żywności. 

Ja co jakiś czas odbieram taką paczkę z naszej lokalnej piekarni. To jest pieczywo właściwie jednodniowe i powiem szczerze, że ono jest nadal mega smaczne i mega świeże, więc zostawiam sobie jakąś część tego pieczywa na zużycie w najbliższym czasie, a resztę porcjuję i mrożę w woreczkach strunowych, wypuszczając z nich powietrze. 

To, co opisałam jest mega ważne, ponieważ później po odmrożeniu pieczywo jest naprawdę nówka sztuka. Mega świeże, bardzo smaczne, nie czuć zapachu zamrażalki, lodu. Mega fajna rzecz. 

Jak mi się to przydaje w awaryjnych sytuacjach? Bardzo dobrze, bo w awaryjnych sytuacjach mogę po prostu wyjąć dwie kromki chleba i zrobić sobie dwie grzanki. Jak już naprawdę nie mam ani siły, ani pomysłu na cokolwiek, to mam to też pod ręką. 

Zachęcam też do tego, żeby szukać swoich własnych wytrychów jedzeniowych i nie tylko, które mogą tę codzienność ułatwić i wybory, kiedy jest nam trudno również. 

7. Po robocie nie gadamy o robocie, Kocie

Siódmy mikronawyk, ostatni to jest coś, co pewnie znasz, jeśli słuchasz moich odcinków. To jest bardzo wyraźne oddzielanie tego czasu, kiedy ja pracuję od tego czasu, kiedy ja już jestem po pracy. Jest to jedna z gorszych rzeczy, które można zrobić pod kątem zbudowania sobie niewydajnego odpoczynku [śmiech] w perspektywie dnia. 

To jest właśnie to, żeby być po prostu ciągle w pracy albo w jakimś trybie zawieszenia, że niby skończyłam już pracę, ale jeszcze jednak te myśli po tej pracy krąży, coś później jeszcze zrobię wieczorem. Po prostu nie! Jestem ogromną zwolenniczką eliminowania takich zachowań w sobie tak bardzo jak się da. 

Żeby nie było – jestem tą zwolenniczką, bo sama je kiedyś miałam, więc wiem, jak to negatywnie wpływa na codzienność. Być może tego nie czuć po jednym czy dwóch dniach, natomiast jeśli to się staje negatywnym nawykiem, to naprawdę w perspektywie długofalowej po prostu będzie obniżało jakość życia. 

Wspominałam o tym w pierwszym odcinku podcastu, jak przestać myśleć o pracy po pracy i opisałam w nim trzy strategie, które pomagają to zrobić i to jest taki nawyk – oddzielania, działania w blokach, że dzień ma jakieś swoje fazy, jakieś swoje momenty. 

To jest taki nawyk, który moim zdaniem bardzo, bardzo wpływa na to, czy ten dzień jest lepszy, czy jest gorszy, czy czas przecieka nam przez palce, czy potem pamiętamy w ogóle co się działo, czy mamy tylko poczucie, że jakoś wszystko płynnie się działo. W sumie ani nie wypoczęliśmy, podczas pracy trudno było się skupić, bo jeszcze myśleliśmy o innych rzeczach. 

Generalnie można wejść naprawdę w tryb dramat na co dzień, dlatego bardzo serdecznie zachęcam do tego, żeby oddzielać jednak pracę, odpoczynek, żeby mieć czas na spotkania ze znajomymi, jakieś inne rzeczy, które są dla was po prostu ważne. 

To było moich siedem mikronawyków, pomysłów, żeby mieć lepszy każdy dzień. Jestem ciekawa, jakie ty masz jeszcze, bo być może coś ci chodzi po głowie. Jeśli tak, to daj mi znać – na przykład na Instagramie albo na kontakt(at)monikatorkowska.com. Bardzo chętnie poczytam i jeśli pozwolisz, to też podzielę się z innymi. 

A będąc przy Instagramie, to zachęcam cię do takiej małej jesiennej zabawy. Przygotowałam specjalną planszę z jesiennymi pomysłami na fajniejszy dzień, na mikrorelaks. W związku z tym, że jesień to moja ulubiona pora roku, to idealnie mi taka zabawa tutaj podeszła. 

Planszę znajdziesz zarówno na moim blogu, jak i na Instagramie w wyróżnionych relacjach. Zachęcam ciebie do zabawy i do odhaczenia sobie tych pomysłów, które tam wrzuciłam albo wygenerowania swoich. 

Jeśli podcast ci się podobał, to dodaj go do obserwowanych, a my słyszymy się już za 2 tygodnie. Do usłyszenia! 


Zdjęcie: Flexiple


Niektóre linki na stronie mogą być afiliacyjne i dotyczą tylko produktów i usług, które z czystym sercem mogę polecić. Jeśli wejdziesz przez taki link na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu otrzymam gratyfikację (nie wpływa to na cenę dla Ciebie). W ten sposób wspierasz moją pracę. Dziękuję!

Przeczytaj też

Zostaw komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej