Nie dotrzymujesz noworocznych postanowień? Sprawdź alternatywę [#011]

przez Monika Torkowska
Czas czytania: 23 min

Po czym poznać, że coś nie działa? Bardzo prosto. Po tym, że nie masz efektu, do którego dążysz. Być może masz tak z postanowieniami noworocznymi – przepisujesz z roku na rok te same, nie realizujesz większości. Pogadajmy zatem o alternatywie.

Posłuchaj odcinka w: Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, YouTube lub skorzystaj z odtwarzcza poniżej.

Materiały uzupełniające do odcinka

Wymienione w tym odcinku

Materiały dodatkowe

Arkusz wieloletni do wykonania ćwiczenia „Koło życia”.

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

W tym odcinku

Jak wygląda robienie postanowień?

Jak to jest z tymi postanowieniami noworocznymi? Nie wiem, czy też tak macie – możecie dać mi znać na Instagramie albo na maila na kontakt(at)monikatorkowska.com, jak to jest u Was z tymi postanowieniami. Przez całkiem sporo lat ja postanowienia noworoczne robiłam.

Ja nawet je zapisywałam w jakimś magicznym miejscu. Problem w tym, że ja nie mam pojęcia, gdzie ten notes jest, bo to było pisane ręcznie. Teraz, zwłaszcza po przeprowadzce, to już bladego pojęcia nie mam, co ja z tym zrobiłam.

Pamiętam, że to, jak wyglądało tworzenie postanowień jest dość daleko odbiegające od sensowności jakiejś. Od takiego nastawienia na to, żeby one faktycznie miały szansę się w ogóle spełnić. Bardzo fajnie jest puścić sobie wodze fantazji, jak najbardziej, ja nic nie mówię, natomiast problem jest taki, jeśli my te wodze fantazji puszczamy i osadzamy to, co wytwarzamy w kontekście roku.

Jest taki bardzo fajny cytat by Jim Rohn, że zazwyczaj ludzie przeceniają to, co mogą zrobić w ciągu roku, a nie doceniają tego, co mogą osiągnąć w ciągu 10 lat. To idealnie moim zdaniem pasuje do tego, jak hipopetyzuję oczywiście – jak wielu z nas podchodzi do tworzenia postanowień noworocznych.

Zazwyczaj ludzie przeceniają to, co mogą zrobić w ciągu roku, a nie doceniają tego, co mogą osiągnąć w ciągu 10 lat.

Jim Rohn

Zwykle miałam tak, że siedziałam z jakimś magicznym kajecikiem i zaczynałam sobie wyobrażać albo zastanawiać się nad tym jakbym chciała, żeby moje życie, żebym ja wyglądała za jakiś czas. Taki docelowy punkt, w którym chciałabym się znaleźć.

Nie ma nic złego w tworzeniu takiego punktu. Tak jak wspomniałam – problem jest taki, że jeżeli puszczamy te wodze fantazji, te wyobrażenia, zaczynamy tworzyć w kontekście postanowień noworocznych na kolejny rok, to robi się już trochę gorąco.

Dlaczego postanowienia nie działają?

Dlaczego te postanowienia nam nie działają? Bo są życzeniowe. Bo nagle byśmy chcieli po prostu zmienić całe życie. To wyobrażenie daje nam trochę taką namiastkę, że tam się można znaleźć. I pewnie można się znaleźć. [śmiech] Jeśli zaczniemy się wgłębiać w to, co my w tych postanowieniach wrzucamy, to są tam czasami takie przedsięwzięcia, które potrafią zająć kilka lat.

Jeśli my w te postanowienia wrzucamy naprawdę jakieś wieloletnie dążenia – na przykład schudnę i utrzymam masę ciała na jakimś poziomie. Oczywiście, są osoby, które realizują to w rok i w rok stabilizują tę masę ciała, natomiast statystyka pokazuje, że jest to trochę większe przedsięwzięcie i ma trochę inny kontekst, też psychologiczny.

Zmiana branży albo dojście do jakiegoś statusu finansowego, stworzenie poduszki finansowej – fajnie, jeśli mamy przestrzeń i zasoby na to, żeby to zrobić w rok i spoko, jeśli to zrobimy. Natomiast czasami liczba tych rzeczy, które się pojawią na liście jest tak ogromna. Spójrzmy na to z tej strony – nawet jeśli na liście postanowień noworocznych…

Teraz zachęcam do tego, żeby w swojej głowie sobie przypomnieć postanowienia, które wy mieliście w poprzednich latach, jeśli takie robiliście albo jakieś wyobrażenie o tym, jakie to mogłyby być postanowienia z Waszej strony, to postawiłabym parę złociszy na to, że to nie będą trzy punkty, tylko że tych punktów na przykład będzie kilkanaście punktów. A jeśli uwzględnimy to, że mamy 12 miesięcy, to kilkanaście punktów to jest przynajmniej jedno przedsięwzięcie na miesiąc.

W dodatku postanowienia noworoczne mam wrażenie, że częściej dotyczą kontekstu prywatnego – czegoś, co będziemy realizować po godzinach niż w pracy, bo to, co robimy w pracy trochę jest determinowane przez to, jaki mamy charakter pracy i to bardziej wynika z tego, co nam szef mówi, że jest do zrobienia. Jeśli pracujemy oczywiście na etacie.

Oczywiście, jeśli prowadzimy swoją firmę to raczej nikt nie nazywa tego postanowieniami noworocznymi w kontekście firmy. Bardziej to są jakieś plany i wizje. Pominąwszy to – jeśli mówimy o kontekście prywatnym, to warto uwzględnić to, kiedy my będziemy te rzeczy realizować.

Kolejną przyczyną tego, dlaczego te postanowienia u nas nie działają jest to, że nie uwzględniamy kontekstu czasu, czyli nie uwzględniamy tego, ile my tak naprawdę będziemy mieli na zrealizowanie tych wszystkich rzeczy i jak to się ma do tego, ile te rzeczy będą zajmować czasu.

Tutaj bardzo pomocny będzie odcinek numer 3 „Między wskazówkami” – wiem, że często się do niego odwołuję, ale uważam, że on jest naprawdę mega ważny i zrobienie tego ćwiczenia naprawdę zmienia perspektywę, zmienia spojrzenie na nasz dostępny czas. Polecam też w tym kontekście sobie to przerobić.

Czas to jest jedna rzecz, ale jeszcze inną rzeczą jest to, jakie mamy zasoby. Oczywiście, nie przewidzimy wszystkiego w kontekście całego roku, wiadomo. Dzieją się rzeczy nieprzewidziane, coś nam wypada, choroby, coś się dzieje w życiu. Zwykle nie wiemy o takich rzeczach. Są pewne sytuacje, o których wiemy z góry, że się wydarzą.

Przykładem dla mnie jest ten rok 2021 i to, że w pierwszym kwartale roku miałam przeprowadzkę do własnego mieszkania. Ja popełniłam – tu Wam szczerze mówię – absolutnie kardynalny błąd, bo nie założyłam tego…

Nie miałam skąd tego w sumie wiedzieć, więc nie wiem, czy to taki super błąd, po prostu życie się tak zadziało. Nie uwzględniłam tego, że przeprowadzka i remont może wygenerować tyle problemów po drodze i tyle mi zajmować zasobów umysłowych. Ja psychicznie byłam przetyrana w tamtym czasie.

W momencie kiedy planowałam sobie różne rzeczy na ten kwartał, o którym mówimy, założyłam, że całkiem spoko będzie, jeśli po godzinach będę sobie pisała wydanie drugie mojego e-booka i to się wszystko zepnie.

No dupa, a nie się spięło. Nic się nie spięło. Generalnie byłam wykończona i ostatnią rzeczą, o której w ogóle byłam w stanie myśleć, ostatnią rzeczą na którą miałam jakiekolwiek zasoby to było tworzenie jakiejkolwiek książki.

To, co warto uwzględnić – to, jakie mamy zasoby. Nie każda godzina jest równa innej godzinie. Godzina po pracy etatowej, kiedy jesteśmy zmęczeni, w pewien sposób już część tych naszych zasobów – chociażby zdolności decyzyjnej, o której czasem wspominam jest już wyczerpana.

Inaczej będziesz pracować o godzinie osiemnastej, a inaczej będziesz pracować o godzinie jedenastej. Tego bardzo często nie uwzględniamy w naszych planach.

Jak już jesteśmy przy planach, to wspomnę o tym, że często mylimy wizję z planami. Wspominałam o tym w 383 odcinku podcastu „Małej Wielkiej Firmy”, do którego zostałam ostatnio zaproszona przez Marka Jankowskiego.

Wizja to nie to samo co plany. Mam wrażenie, że postanowienia to jest właśnie coś takiego bliżej wizji. Takie trochę za mgłą, gdzie byśmy się chcieli znaleźć, bardzo życzeniowe, a plany już są konkretniejsze.

O tym czym się różni wizja od planów jeszcze powiem w tym odcinku. To jest jeden z powodów, dla których postanowienia nie działają. Coś, co jest wizją naszego życia czy tego, gdzie chcemy się znaleźć nasza głowa interpretuje jako plany. Jeszcze w dodatku już się od razu z tego rozliczamy. Bardzo duża pułapka.

Co zamiast postanowień?

Co zatem zamiast postanowień? Mogło tak wybrzmieć, że ja demonizuję tę wizję, ale absolutnie nie. Fajnie i warto mieć wizję tego, co chcemy robić, żeby konkretne plany, które my sobie zrobimy były z nią w ogóle spójne.

Na blogu mam takie dwa artykuły – jest to „10 pytań do zadania sobie zanim wyznaczysz noworoczne postanowienia” i „10 pytań do zadania sobie na koniec roku”. W tym roku też przygotuję 10 takich pytań. Oczywiście innych niż te, które do tej pory się pojawiły.

Wszystkie linki będą w notatkach do tego odcinka. W sumie jak wysłuchacie to już te pytania są dostępne, więc można do nich się odwołać. To są pytania, które pozwalają zrobić pewien wgląd w siebie, w to, co się działo, w to, czego my w życiu chcemy.

To nie jest idealne rozwiązanie. To są po prostu pytania, które warto sobie zadawać. Jestem ogromną zwolenniczką zadawania sobie pytań, bo to jest coś, co jest bliskie intencjonalności – takiemu intencjonalnemu życiu i działaniu, co jest bardzo mam wrażenie niedocenioną praktyką. Szczególnie osób nastawionych, żeby robić, robić, robić, robić, robić. Ja też lubię robić, natomiast fajnie, żeby to robić miało głębszy sens i prowadziło nas do jakiegoś konkretniejszego punktu.

Dlatego warto sobie stawiać dobre pytania. Przy okazji wyznaczania sobie takiej wizji – przekształćmy postanowienia noworoczne w słowo „wizja”. To zabrzmi lepiej i będzie bardziej pasować do kontekstu.

Jak sobie pomóc? Ćwiczenie koło życia.

Co warto jeszcze zrobić przed rozkminianiem tego, gdzie byśmy się chcieli znaleźć? Zrobić takie ćwiczenie, o którym ja dość często wspominam. Raz na kwartał przynajmniej w moich social mediach i w newsletterze. Zrobić sobie ćwiczenie koło życia. Jest to takie ćwiczenie, w którym dzielimy nasze życie na wybrane obszary i oceniamy poziom satysfakcji naszej w tym danym obszarze.

To jest o tyle fajne ćwiczenie, że kiedy zaczniemy myśleć o tym, gdzie chcielibyśmy się znaleźć albo nad jakim obszarem chcielibyśmy popracować, to może być tendencja do tego, żeby pewne obszary, zwłaszcza te niewygodne, spychać na dalszy plan.

Albo jeszcze inaczej – wysuwać na przedni plan te obszary, które są łatwiejsze. Wiecie, wyższa poprzeczka, jest jakiś dyskomfort, nie zawsze nam się chce z zaniedbanymi obszarami mierzyć, spoglądać im w oczy. Czasami to może być nieprzyjemne.

Zrobienie sobie takiego ćwiczenia koło życia, rozpisanie sobie tych obszarów i potem oczywiście ich przeanalizowanie, bo samo zrobienie ćwiczenia, czyli rozpisanie na tym kole to trochę za mało. Warto to potem przeanalizować i wyciągnąć wnioski. Może być bardzo pomocnym punktem odniesienia do zastanowienia się, gdzie chcielibyśmy być za kilka lat.

Oczywiście, ćwiczenie koło życia jest dostępne u mnie w materiałach dodatkowych do osób zapisanych do mojego newslettera, więc jeśli masz ochotę, to jest cały gotowy arkusz excelowy, gdzie można koło życie wieloletnio robić. Możesz się zapisać na == https://monikatorkowska.com//newsletter ==

albo po prostu znaleźć sobie gdzieś w internecie schemat i wydrukować.

Jeśli chcesz to mieć w wersji elektronicznej albo mieć taką historię w jednym arkuszu, w jednym pliku, to bardzo polecam. Przygotowałam w tym roku wersję na wiele lat już, żeby nie robić aktualizacji. Po prostu wypełniasz, jedziesz i możesz mieć zestawienie tych wszystkich kół życia per kwartał na dany rok. Tam się automatycznie generują wykresy na podstawie tego, co wprowadzisz. Bardzo fajna rzecz.

Jeśli myślimy o tych postanowieniach, to warto je sobie przedefiniować bardziej na wizję tego, gdzie chcielibyśmy się znaleźć za powiedzmy 5 lat. Pomyśleć nad tym życiem, żeby późniejsze nasze działania były bardziej intencjonalne i żeby zobaczyć, gdzie my jesteśmy teraz, a gdzie chcielibyśmy się znaleźć.

Ten rozdźwięk może być bardzo duży, a być może wcale nie. Właśnie po to są takie ćwiczenia, żeby zobaczyć gdzie jesteśmy i gdzie możemy być.

W kolejnym kroku, czyli w drugim warto spojrzeć na to, co z tej listy, którą przed chwilą zrobiliśmy, czyli zobaczyć, gdzie chciałabym być za X lat i to mogą być różne rzeczy – chcę zmienić branżę, chcę się nauczyć języka takiego i takiego, chcę schudnąć, chcę wyrobić w sobie jakiś nawyk itd. Warto wybrać z tej listy to, co jest dla mnie osiągalne na ten rok.

Szczera rozmowa z samym sobą

Naprawdę warto być ze sobą szczerym. Takim totalnie szczerym, żeby znów wyłączyć to myślenie życzeniowe, które nie uwzględnia naszego czasu i naszych zasobów, naszych aktualnych możliwości, naszej aktualnej sytuacji, tylko tak naprawdę restrykcyjnie do tego podejść, co faktycznie jestem w stanie zrobić w tym roku.

Nie wszystko jest tak samo ważne!

Słuchajcie, nie wszystko jest tak samo ważne. To jest moje przekonanie – nie wszystko jest tak samo ważne. Bardzo lubię zadawać sobie pytanie – jaką jedną rzecz mogę zrobić, ale taką, że gdy będzie zrobiona, to wszystko inne stanie się prostsze albo nieistotne? To jest swoją drogą cytat z książki „Jedna rzecz” Garry’ego Kellera.

Dlaczego to jest ważny cytat z mojej perspektywy? To jest cytat, który pomaga priorytetyzować nasze działania. Odwołam się do odcinka ósmego, w którym opowiadam Wam o trzech moich nieoczywistych, mniejszych celach na koniec 2021 roku.

Ja tam wspominałam między innymi o minimalizmie cyfrowym, o detoksie cyfrowym, o trybie życia i o notowaniu powiedzmy. [śmiech] Zachęcam do przesłuchania, bo tam podaję Wam szerszy kontekst.

Wszystkie te trzy cele nie są bezpośrednio związane z tym, gdzie będę się chciała znaleźć za rok albo za pół roku. Natomiast odwołując się do tego cytatu, o którym wspomniałam przed chwilą: jaką jedną rzecz mogę zrobić, ale taką, że gdy będzie zrobiona, wszystko inne stanie się prostsze albo nieistotne, to one nabierają zupełnie innego wymiaru.

Jeśli ja w tym momencie tracę w moim mniemaniu zbyt dużo czasu na jakieś aktywności w internecie, na prokrastynowanie sobie w internecie, to to się przekłada na wszystkie moje działania po drodze.

Jeśli nie mam dobrego systemu notowania, a notowanie jest dosyć istotną częścią tego, co robię po godzinach – nie mając dobrego systemu notowania automatycznie spada mi efektywność tego, co robię po godzinach.

Rok składa się z dni – każdy dzień ma jakieś znaczenie

Jeśli mój tryb życia jest taki, że kiepsko śpię, mam niższy poziom energii – co akurat nie jest prawdą, ale hipotetyzujemy – to wpływa to na każdy mój dzień, a rok składa się z dni. Każdy dzień ma jakieś znaczenie – 1/365.

Jeśli spojrzycie na swoją listę pragnień, marzeń, wizji i zobaczycie, że jest… Być może tego nie będzie na tej liście, być może teraz dojdziecie do takiego wniosku, że są jakieś rzeczy, które po drodze sprawiają, że cała reszta idzie mi trudniej – być może to powinno być na szczycie listy, na szczycie tych najważniejszych rzeczy. Potem tworzy się efekt kuli śnieżnej.

Dzięki temu, że sobie coś ułatwiamy, czyli spędzam mniej czasu w social mediach, lepiej notuję, więc szybciej wytwarzam treści w moim przypadku, mam wyższy poziom energii, więc mniej prokrastynuję i sprawniej robię rzeczy – zobaczcie ile rzeczy się w życiu ułatwia od razu. Podaję tutaj trzy przykłady, bo być może są Wam one bliskie, ale nie są oczywiste jak popatrzymy na wizję siebie za kilka lat. Niekoniecznie muszą być oczywiste.

Jak już wybierzemy te rzeczy, które są w naszym mniemaniu, zgodnie z priorytetami do osiągnięcia w tym roku, to warto je po prostu podzielić na projekty. To nie jest tak, że projekt musi mieć jakiś super cel lub efekt na końcu – już o tym wspomniałam po drodze – ale warto, żeby było to coś, co mogę zmierzyć i na co mam najwięcej wpływu.

Ta ostatnia rzecz jest mega istotna. Na co nie mam wpływu, a przynajmniej on nie jest bezpośredni, nie jest wprost – na przykład na liczbę obserwatorów na Instagramie albo na konkretną cyfrę na wadze.

Wiem, że zaraz podniosą krzyk osoby, które będą mówić, że ale jak to? Przecież jak będziesz mniej jeść, więcej się ruszać, będziesz ciągle publikować posty, to przecież to się wszystko stanie. Tak, to jest droga do tego. Natomiast nie jest to ten czynnik, na który Ty masz najwięcej bezpośredniego wpływu.

Odwołując się do tych przykładów. Na co mam wpływ w kontekście Instagrama? Na to, ile postów będę tworzyć, jak regularnie będę publikować relacje. Na to mam wpływ. Ile osób z tego przyjdzie to już jest efekt. Efekt, który wynika z moich działań, które podjęłam, a celem moich działań mogłaby być konkretna liczba postów per miesiąc, per tydzień itd.

W kontekście aktywności fizycznej i diety, to na co mam bezpośredni, największy i najbardziej mierzalny wpływ to jest to na przykład, ile treningów zrobiłam w tygodniu. Albo ile kroków zrobiłam średnio dziennie w tygodniu.

Daję Wam kontekst, żeby uświadomić, że też mam to w głowie – oczywiście, że na to, czy ja będę w stanie te rzeczy robić ma wpływ szereg czynników. Także takich, które trudniej kontrolować – na przykład to, w jakim stanie psychicznym się jest.

Łatwiej osiągnąć cel pod tytułem: ustaliłam, że zrobię tyle i tyle postów, ustaliłam, że ćwiczę tyle i tyle razy w tygodniu niż stwierdzić, że efekt będzie taki, że już przyszło te sto osób na Instagram.

Albo jak ktoś woli – kontekst sprzedażowy. Większy ma sens ustalenie tego, jak będzie wyglądała kampania, jak będzie wyglądał produkt końcowy niż założyć, że sprzedaż produktu wygeneruje tyle i tyle tysięcy i potem się za to biczować, bo nieosiągnięty został efekt.

Czy masz 100% bezpośredniego wpływu na to, jaki będzie zysk? No nie – kupią albo nie kupią. To na co masz wpływ, to jakie działania podejmiesz po drodze, żeby ten efekt był i warto się z tych działań po drodze rozliczać, a nie z tego efektu na który nie było 100% wpływu.

Mam nadzieję, że to jest dosyć jasne i intuicyjne, chociaż zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób może to być niekomfortowe i już pewnie dawno nie słuchają.

Dlaczego to jest w ogóle ważne? Tak całkiem szczerze to uważam, że jeśli już potrzebujemy się z czegoś tak naprawdę rozliczać, co może być bardzo sensowne samemu przed sobą. Ja tak robię, ale w wersji z bardzo dużą wyrozumiałością – jak możecie się domyślać, w końcu gadamy tu o rzeczach bez spiny.

Zauważyłam, że inne podejście, bez wyrozumiałości nie ma żadnego sensu i nie przynosi na dłuższą metę żadnego lepszego efektu. Efektem jest, że człowiek podnosi sobie wewnętrznie poziom stresu i się samobiczuje pejczykiem, a to nie sprawia, że jest lepiej.

Może na krótką metę sprawia i kogoś to motywuje, natomiast pytanie, jak długo jesteś w stanie naciskać balon z wodą, zanim on pęknie.

Projekt a postanowienie – różnice

Czym podejście projektowe różni się od postanowień, wizji wieloletniej itd.? Przede wszystkim tym, że ma pewne ramy czasowe w których obowiązuje. Ma też mądrze sprecyzowany cel, czyli środek tego celu jest jak najbliżej środka kręgu wpływów, jeśli tak to mogę nazwać. Ma też rozpisane kroki dokładnie, czyli to, co jest do zrobienia.

Kiedy tworzymy jakieś postanowienia czy wizje, to nie rozpisujemy już na takim etapie dokładnych kroków, które mają nas doprowadzić do tego efektu, tylko one są ogólne, bardziej mówią o efekcie.

Natomiast sam projekt, plany, żeby były sensowne – w mojej filozofii, żeby zwiększyć prawdopodobieństwo tego, że zakończymy ten projekt z sukcesem, to powinien mieć rozpisane dokładnie wszystkie kroki. Tak do samego końca. To też daje nam punkt odniesienia, ile tak naprawdę czeka nas za tym wszystkim pracy.

Myśleć o celu i projekcie nie wiedząc tak naprawdę, jak dużo czeka nas pracy to jest obarczone bardzo dużym błędem, bo zwykle podchodzimy dosyć optymistycznie do naszych planów i nie doszacowujemy tego, ile tak naprawdę jest do zrobienia i ile to może trwać.

Tutaj się odzywa złudzenie planowania, o którym wspomina Daniel Kahneman w „Pułapkach myślenia”, które naprawdę w swoim życiu widzę bardzo często, mimo że jestem na nie uczulona.

Od siebie dodam jeszcze ze strony bezspinowej – chcę to podkreślić, żeby to dobrze wybrzmiało – dla mnie projekt nie powinien narzucać presji takiej, której nie jesteśmy w stanie udźwignąć.

Poprzeczka? Super! Byle nie za wysoko.

Dlaczego to jest ważne? Jeśli ciągle narzucamy sobie zbyt wysoką poprzeczkę – taką do której my nie jesteśmy w stanie dosięgnąć, ale jest wysoka, bo tak nas nauczono, tak nam otoczenie mówi, że plany muszą być ambitne i musisz cisnąć, bo inaczej to jesteś nieudacznikiem, leniem i przegrywem.

To tak jak z tym naciskaniem balonu z wodą, to w końcu pęknie i trzeba będzie posprzątać. Przy bardzo wysokiej poprzeczce jest większe prawdopodobieństwo tego, że będziemy zaliczać częste porażki.

Częste porażki prowadzą też w konsekwencji do wyuczonej bezradności, czyli takiej sytuacji, w której nam już spada motywacja, spada przekonanie o tym, że my jesteśmy w stanie w ogóle coś dowieść, bo skąd mamy mieć to przekonanie, jeśli ciągle nie dowozimy sami przed sobą.

A czemu nie dowozimy? Bo poprzeczka była niedostosowana do nas, do naszej aktualnej sytuacji. Zostawię artykuł na temat wyuczonej bezradności w notatkach do tego odcinka.

Z innej strony – bardzo nisko zawieszona poprzeczka to też gorszy efekt w stosunku do tego, jaki mógłby być. To takie jechanie trochę na zaciągniętym hamulcu, kiedy można by wykorzystać 80 albo 100% fajnego pojazdu, którym się poruszamy.

Gdzie jest dobrze zawieszona poprzeczka, to każdy musi sobie sam ocenić. Nie podam Wam w tym momencie idealnego przepisu na odpowiednio wysoko albo nisko zawieszoną poprzeczkę. To, co warto zawsze uwzględniać to oczywiście te zasoby, które mamy.

Dla jednego poprzeczka zawieszona na określonym poziomie będzie wysoko zawieszoną poprzeczką, a dla innej osoby, która zmaga się z jakimiś problemami, ma trudną sytuację życiową to będzie ambitna poprzeczna. Nie warto porównywać się z innymi, tylko myśleć o tym, co my jesteśmy w stanie zrobić w naszej aktualnej sytuacji.

Podsumowanie

Podsumowując – jeśli czujesz potrzebę spojrzeć na swoje życie szerzej: wypisz gdzie się chcesz znaleźć, co chcesz zmienić w ciągu 5 lat na przykład. Zaspokoisz w ten sposób trochę tę potrzebę, która stoi za tym, że wypisujemy szereg postanowień noworocznych, ale nie rozliczaj tego w kontekście roku, bo to jest moim zdaniem dosyć niebezpieczne.

Spójrz też na tę listę i pomyśl, co jest naprawdę osiągalne dla Ciebie w kontekście tego roku. Ale tak naprawdę naprawdę. Tak szczerze przed sobą. Zachęcam do takiej dosyć dużej restrykcji – do nieoptymistycznego podejścia na ten temat.

Zawsze można coś dorzucić do listy, jeśli się stwierdzi, że ma się dodatkowe zasoby. Gorzej w drugą stronę, jak potem mamy dużą listę rzeczy, które się nie powiodły i się z tego potem próbujemy rozliczać i generalnie zaliczamy dół. Oby nie.

Podziel te rzeczy na etapy. Oczywiście spriorytetyzuj je. Potraktuj to jako osobiste, własne przedsięwzięcia. Tylko proszę, nie rozliczaj się z wizji. Rozliczaj się z projektów, które wyniknęły z wizji, którą masz.

Szczerze? Jestem przekonana, że tym podejściem projektowym będziesz za rok znacznie dalej niż przy bazowaniu na wizjach i takich mglistych, życzeniowych wyobrażeniach. A jaką metodę wybierzesz do realizacji tych osobistych przedsięwzięć, projektów to już jest rzecz trochę wtórna i bardzo indywidualna. Ja bardzo lubię planowanie w ujęciu 12-tygodniowym.

Niektórym, jak na przykład Agnieszce Ciepłowskiej, u której byłam w podcaście bardziej pasuje podejście 9-tygodniowe. Dobrała to empirycznie. Można też miesięcznie rozpisywać. Jest to temat na inny odcinek.

Łatwiej natomiast laserowo skupić swoją uwagę na działaniu projektowym tu i teraz przez określoną liczbę tygodni niż myśleć o 12 miesiącach, gdzie w naszych głowach to czasami jest tak odległy termin, że w ogóle szkoda gadać.

Mam nadzieję, że tym odcinkiem rzuciłam trochę inne światło na postanowienia noworoczne i na to, jak można inaczej trochę podejść do tego tematu, inaczej go obsłużyć.

Jeśli odcinek Ci się podobał – zachęcam do tego, żeby wystawić mu opinię na Apple Podcast, dodać do obserwowanych w innych platformach. Życzę Ci wszystkiego dobrego na Nowy Rok, a my słyszymy się standardowo za 2 tygodnie!


Zdjęcie: Tim Mossholder


Niektóre linki na stronie mogą być afiliacyjne. Jeśli wejdziesz przez taki link na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu otrzymam gratyfikację (nie wpływa to na cenę dla Ciebie). W ten sposób wspierasz moją pracę. Dziękuję!

Przeczytaj też

Zostaw komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej