Ukryte koszty edukacji – ile dopłacasz i nawet nie zdajesz sobie z tego sprawy [#024]

przez Monika Torkowska
Czas czytania: 16 min



W 2022 roku wartość rynku związanego z edukacją online ma wynieść ponad 243 miliardy dolarów. Całkiem sporo. [śmiech] Oznacza to wzrost o ponad 30% w ciągu ostatnich 8 lat. Ja uwielbiam kursy online. Natomiast to, z czego wielu z nas nie zdaje sobie sprawy to są ukryte koszty, które stoją za edukacją. Nie tylko edukacją online. Dzisiaj właśnie o nich – o ukrytych kosztach, świadomych wyborach i optymalizacji tych świadomych wyborów. Zapraszam!

Posłuchaj odcinka w: Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, YouTube lub skorzystaj z odtwarzcza poniżej.

Wymienione w tym odcinku

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

W tym odcinku

Czym jest ukryty koszt?

Czym są te tytułowe ukryte koszty? Ukryty koszt jest dodatkową ceną, bardzo często nieuświadomioną i niewidoczną dla nas na pierwszy rzut oka, którą i tak musimy zapłacić. Tą ceną mogą być niezarobione pieniądze, utracony czas czy wykorzystana energia. Bardzo dobrym przykładem jest edukacja.

Szczególnie edukacja online, która dosyć mocno się upowszechniła dzięki pandemii. To jest z mojej perspektywy – totalnie personalna opinia – jeden z plusów pandemii. [śmiech] Nie ma ich zbyt wiele, ale to jest jeden z plusów, bo ja edukację online bardzo lubię i kursy online są jedną z takich form edukacji, którą ja wybieram najczęściej obecnie. Dosyć się to zmieniło na przestrzeni lat. Ale nie tylko w przypadku edukacji online, ale edukacji w ogóle takie ukryte koszty są.

Tutaj taka mała uwaga, że ten odcinek nie byłby odcinkiem dobrym dla Moniki sprzed 10 lat, bo ta Monika próbowała spiąć swój studencki budżet w kilkuset złotych miesięcznie, więc wydatek na kurs online rzędu kilkuset złotych nie był w ogóle dostępny. Nie mówiąc już o wyższych kwotach.

Warto mieć tego świadomość, że nie mówię o Monice sprzed 10 lat i jeśli jesteś w takiej sytuacji, że Twój budżet to jest kilkaset złotych, to prawdopodobnie inaczej będziemy rozpatrywać różne ukryte koszty. Mówię o realizowaniu na przykład kursów online droższych specjalistycznych, które mają nam jakąś wiedzę dołożyć. Natomiast może być bardzo ciekawym punktem odniesienia, sposobem myślenia do przeanalizowania na przyszłość.

Zróbmy symulację

Zróbmy sobie pewną symulację. Skorzystałam ze strony bankier.pl i znalazłam tam przeciętne miesięczne wynagrodzenia brutto na luty 2022 roku. Wybrałam kategorię: działalność profesjonalna, naukowa i techniczna, bo przyjęłam, że to jest branża, w której ja się poruszam. Tak najbardziej mi pasowało. Główne źródło mojego dochodu to jest branża IT, ja zajmuję się programowaniem. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto w branży pod tytułem działalność profesjonalna, naukowa i techniczna w złotych to jest 8920,93zł.

Za chwilę to się stanie jasne. Trochę będzie tutaj liczb po drodze, ale za chwilę dojdziemy do clue. Ta kwota netto z uwzględnieniem PPK na poziomie 1,5% to jest około 5750zł netto, co na godzinę na etacie przy 168 godzinach daje nam około 34zł/godzina. Jeśli ja kupuję kurs, w którym materiału jest 20 godzin i dodajmy do tego jeszcze 30% na robienie sobie notatek w trakcie, bo trzeba zatrzymać ten kurs i około 10 godzin na ćwiczenia, które są dołączone do tego kursu, to jest to łącznie 36 godzin.

Jeśli ja przeliczę te 36 godzin na stawkę godzinową – weźmy tę, którą wyliczyłam z przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w sektorze działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej – daje mi to 1232zł dodatkowo. Jeśli kurs kosztował mnie 500zł, ja za niego zapłaciłam z mojego portfela 500zł, to tym kosztem dodatkowym potencjalnym będzie dodatkowe 1200zł, bo tyle by wynikało z mojej stawki godzinowej.

Teraz pytanie – czy zdobycie tej wiedzy z kursu jest dla mnie tyle warte? Ja wiem co się może pojawić teraz w głowie, drogi słuchaczu, droga słuchaczko – przeliczanie tego czasu na moją stawkę godzinową nie ma sensu, bo przecież ja i tak robię to po godzinach. Ja powiem – i tak, i nie. To zależy jak na to spojrzymy.

Sugeruję nie traktować tego zerojedynkowo, bo faktycznie, to przeliczanie na własną stawkę może być zgubne. Przecież nie oznacza, że jeśli ja bym tego kursu nie robiła, to w tym czasie zarabiałabym pieniądze, bo mój etat już się skończył, robię to w czasie wolnym. I to prawda, i to się zgadza. Chodzi tylko o uświadomienie sobie.

Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość

Słowem klucz w tym naszym dzisiejszym podcaście jest świadomość. Świadomość ukrytych kosztów potencjalnych. Świadome wybory związane z tym, czego my się uczymy i optymalizacja tego i czy na pewno warto się tego wszystkiego uczyć. A może warto delegować? Jest to tylko pewna miara. Jeśli ja w danym momencie robię jakiś kurs, to nie zarabiam. Być może i tak bym nie zarabiała, ale tak samo w tym samym czasie nie odpoczywam. Tak samo w tym czasie nie robię innych rzeczy, które jeszcze w życiu mam do zrobienia.

Dlatego przy okazji definicji ukrytego kosztu mówiłam o tym, że tą ceną mogą być niezarobione pieniądze. Może być utracony czas, który wykorzystywalibyśmy na coś innego – na pobawienie się z dzieckiem, z psem, spędzenie czasu z rodziną, znajomymi, cokolwiek. Też wykorzystana energia, bo edukacja wymaga energii, wymaga wysiłku. Co więcej – im trudniejszych nowych rzeczy się uczymy dla nas, tych tej energii będziemy zużywać więcej, więc będziemy potrzebowali więcej czasu na regenerację albo będziemy bardziej działać na oparach.

Nie zakop się w zdobywaniu wiedzy

Działalność w internecie jest bardzo dobrym przykładem tego, jak można się zakopać w zdobywaniu wiedzy. Jeśli odpalamy swoją stronę i ona ma być na WordPressie, to trzeba ogarnąć WordPressa. Można kupić kurs z WordPressa albo uczyć się w jakiś inny sposób. Obojętnie w jaki sposób się uczymy, to potrzebujemy czasu na to, żeby się tych rzeczy nauczyć.

Dalej – pisanie newslettera, tworzenie grafik, pisanie postów, tworzenie stron internetowych, obsługa newslettera techniczna, pisanie sprzedażowe, nagrywanie podcastów, nagrywanie video do social mediów. Gdzie w tym wszystkim w ogóle jest miejsce na pogłębianie Twojej ekspertyzy, czyli tego o czym się chciało tworzyć, tego głównego punktu, który Cię najbardziej pasjonuje, skoro dookoła jest tyle rzeczy?

To, co teraz wymieniłam nie jest żadnym gołosłownym i oderwanym przykładem, bo jest to coś, z czym ja się sama mierzyłam. Parę miesięcy temu napisała do mnie na Instagramie osoba, która zamierza coś zacząć tworzyć w internecie i podzieliła się tym, jak bardzo jest przytłoczona liczbą rzeczy, które potrzebuje ogarnąć, żeby z czymś wystartować i czuje, że brakuje jej w ogóle przestrzeni na to, żeby dalej się rozwijać w tym temacie, o którym w ogóle chciała tworzyć. Totalnie to rozumiem, bo dokładnie też to miałam.

Pewnie jest to temat na inny odcinek podcastu, jak do tego podejść. Teraz w skrócie bym powiedziała, ze nie trzeba wszystkiego robić od razu. To takie przekonanie, że być wszędzie i robić wszystko jest czymś, co nas hamuje przed działaniem. Nie tylko w kontekście działalności online, ale tak w ogóle w rozwoju czy w kształtowaniu swojego stylu życia.

Rzucenie się na wszystkie zdrowe nawyki, o których mądrzy ludzie piszą w książkach związanych ze stylem życia czy nawykami ludzi sukcesy – rzucamy się na to, mijają 2 tygodnie, już nam się wyczerpały zasoby w głowie, rzucamy wszystko w cholerę, bo ileż można? To taka dygresja pączkująca. [śmiech]

A może warto oddelegować?

Zmierzam do tego, że może się okazać, że warto coś oddelegować. Zamiast stawać się ekspertką na przykład – tak jak w moim przypadku – w montowaniu podcastów. Nie kupiłabym kursu związanego z montowaniem podcastów, ponieważ zdecydowanie wolę to oddelegować. Tutaj ponownie odwołam się do Moniki sprzed 10 lat, którą nie byłoby stać na to, żeby zapłacić za montaż podcastu, robiąc takie przedsięwzięcie, więc montowałaby prawdopodobnie sama albo kształtowałaby w sobie jakąś umiejętność po drodze, żeby tego montażu było jak najmniej. To też jest opcja.

Gdybym ja kupiła sobie kurs online związany z profesjonalnym montażem podcastów, to ukryty koszt uczenia się tego u mnie byłby bardzo wysoki. Nie tylko na poziomie czasu. Wiem, że na poziomie czasu byłby, ponieważ montowałam samodzielnie kilka pierwszych odcinków samodzielnie i wiem, ile to czasu zajmuje. A przynajmniej ile mi zajmowało.

Oczywiście w czasie się uczymy i idzie nam później szybciej. Oczywiste to jest. Mi nagrywanie podcastu teraz też idzie szybciej. Natomiast to jak bardzo ja tego nie lubiłam to jest inny koszt – koszt związany z wykorzystaniem energii i ze straconym czasem, który ja mogę poświęcić na to, żeby kreatywnie przygotowywać dla Was jakieś treści, czytać fajne rzeczy, analizować sobie jakieś badania, cokolwiek czy prowadzić własne eksperymenty, które też zajmują czas.

Eksperymenty, o których mówię tutaj w podcaście. Daleko wcale nie trzeba szukać. To są na przykład rzeczy związane z tym, w jaki sposób dochodziłam do pozbycia się uzależnienia od YouTube czy w jaki sposób dochodziłam do tego, żeby ograniczyć czas spędzony na Instagramie, czy jak wypracowałam sobie pewne metody związane na przykład z planowaniem albo tworzeniem tego podcastu po drodze, którymi mogę się teraz podzielić z Wami. To są rzeczy, które dzieją się kiedy ja działam, świadomie myślę o tworzeniu takich procesów i co za nimi stoją, ale one wymagają czasu.

Tego, czego wymagają przede wszystkim to mojej uwagi i odpowiedniego poziomu energii, żeby być w stanie te rzeczy odpowiednio sobie przeanalizować – tak, żeby być w stanie przekazać to też innym. Jest bardzo duża różnica w tym, że coś działa u nas, a że my to jesteśmy w stanie przekazać innym, żeby u innych to też miało szansę zadziałać. Bardzo duża różnica.

Wiele rzeczy, które się u nas dzieją i u nas działają, jakichś naszych własnych procesów, to są tam pewne drobne niuanse, z których nie zawsze sobie zdajemy sprawę, ale działa to po drodze, tylko potem nie wiemy, a to robimy, tylko gdzieś to przerobiliśmy. Mam nadzieję, że teraz za bardzo nie odleciałam dygresją i rozumiesz o co chodzi.

Jeśli podoba Ci się ten odcinek – dołącz do osób czytających mój newsletter i odbierz dostęp do materiałów dodatkowych.

Gdzie nie przeliczać ukrytego kosztu?

Gdzie przeliczanie tego ukrytego kosztu ma mniejszy sens? To nie jest tak, że zawsze ma sens zwracanie na to uwagi. Dobrze jest mieć w ogóle świadomość tego, że to istnieje, bo najczęściej patrzymy na cenę, która teraz nam zleci z konta, kiedy coś kupujemy, a nie patrzymy na te koszty, które będziemy musieli po drodze ponieść.

To przeliczanie ma mniejszy sens moim zdaniem w przypadku rozwijania umiejętności, które w perspektywie czasu wznoszą nasze kompetencje na wyższy poziom. Na przykład kursy doszkalające, specjalistyczne w Twojej dziedziny, w ramach Twojej ekspertyzy. Jeśli ja głównie zarabiam na życie programowaniem, to dla mnie może to być kupienie kursu związanego z chmurą. Teraz sobie myślę, że dałam zły przykład, jeśli nie jesteście osobami technicznymi.

Uogólnijmy – jakiś kurs specjalistyczny, techniczny, który pozwoli mi brać udział w lepszych projektach, a przy zmianie pracy sprawi, że w moim CV będą bardziej specyficzne kompetencje, że będę specjalistką na innym poziomie, bo będę posiadała bardziej specyficzne, rzadsze na rynku kompetencje, które w tym danym miejscu czy dla danego klienta mogą mieć ogromne znaczenie.

To nie jest tak, że zwrot z tej „inwestycji” przyjdzie mi już teraz. Nie, najczęściej nie. A może tak, a może nie. Nie wiadomo. Być może tak, być może nie. To jest myślenie o swoim rozwoju, o swoich kompetencjach w perspektywie wielu lat. Są osoby, które biorą udział w takich bootcampach programistycznych po to, żeby zmienić branżę.

Takie bootcampy często kosztują kilka, kilkanaście tysięcy złotych. Ale te osoby mają przed sobą wizję, że za jakiś czas i te bootcampy będą taką trampoliną do tego, będą w stanie zmienić całkowicie swoje życie zawodowe, wejść do branży, która przynajmniej na ten moment w Polsce na tle innych branż jest lepiej wynagradzana. Dla tych osób to jest pewnego rodzaju inwestycja, która może się nie zwrócić w ciągu najbliższych 2 miesięcy, ale jest bardzo istotną trampoliną do tego, żeby dojść do jakiegoś miejsca. Tam koszt ukryty po drodze ma marginalne, jeśli w ogóle jakiekolwiek znaczenie.

Innym przykładem będzie rozwijanie umiejętności takich, które są bardziej miękkie, ale towarzyszą nam na co dzień. Najlepszym i moim ulubionym przykładem oczywiście będą umiejętności związane z zarządzaniem sobą w czasie, bo to jest coś, co się dzieje na co dzień.

Obojętnie czy jesteś w pracy etatowej, czy jesteś freelancerem/freelancerką czy prowadzisz jakąś firmę, co robisz w życiu, to ten temat wszędzie się przewija. Jeśli jesteś osobą, która zajmuje się dziećmi w domu, to to też się będzie przewijać i to jest w ogóle inny kosmicznie temat. Zawsze będzie nam to towarzyszyło w życiu.

Umiejętności z radzeniem sobie ze stresem – coś, nad czym ja powinnam popracować. Inne – umiejętności związane z poprawą standardu naszego życia, z wyrabianiem nawyków. To są takie obszary, gdzie dla mnie osobiście przeliczanie ma mniejszy sens, bo zysk jest bardzo duży i ukryty koszt mnie osobiście nie obchodzi wcale.

Wiem, że zysk dla mnie w perspektywie długofalowej jest bardzo duży, bo to są rzeczy, które mi towarzyszą każdego dnia przy naprawdę wielu rzeczach, które się po drodze dzieją. Trzecią rzeczą względem której przeliczanie moim zdaniem ma mniejszy sens tego kosztu to jest coś, co powinno być w Twoich rękach jako kompetencje. I to Ty ustalasz co powinno być w Twoich rękach.

Powiem Ci co z mojej perspektywy powinno być tylko w moich rękach i czego bym nie chciała oddelegować to są na przykład umiejętności związane z inwestowaniem. Ostatnio kupiłam kurs związany z inwestowaniem pasywnym. Wydałam na niego pieniądze.

Ja wiem, że będę musiała włożyć całkiem sporo czasu w to, żeby się tego nauczyć, ale to jest coś, co będzie mi profitować w perspektywie całego życia nauczenie się takich rzeczy. Jest to też coś, czego ja bym nie oddała nikomu, jeśli chodzi o kontrolę. Ja chcę, żeby kontrola pozostała po mojej stronie, jeśli chodzi o ten obszar.

Inną taką rzeczą jest na przykład wycena mojej pracy. Wiem, że są opcje delegowania tego i niektórzy to delegują. Ja z moją potrzebą poczucia kontroli uważam, że wolę sama wyceniać swoją pracę. Dlatego też kupiłam sobie kurs o wycenie pracy kreatywnej. Jestem w trakcie jego przerabiania. Chcę, żeby to było w moich rękach. Podobnie – negocjacje. Ja wiem, że ludzie też delegują negocjacje. Na przykład Ania Maluje jakiś czas temu wspominała o tym, że swojemu menadżerowi oddaje negocjacje. Ja nie jestem na takim etapie jak Ania, nie wiem czy kiedykolwiek będę, czy w ogóle bym chciała być na takim etapie.

Umiejętności negocjacyjne – tak ogólnie – to jest coś, co ja chcę mieć w moim ręku. To nie jest coś, co ja bym chciała zupełnie oddelegować, więc ja potrzebuję jakieś umiejętności negocjacyjne mieć. Fach w ręku [śmiech] w życiu, bo to jest coś, co się przydaje, bo się przewija przy okazji naprawdę różnych, różnych rzeczy. Wcale nie trzeba mieć firmy i negocjować z wielkimi klientami. Jeśli pracujesz na etacie i negocjujesz swoje wynagrodzenie czy walczysz o inne wynagrodzenie, to też jest forma negocjacji.

Można się wielu rzeczy uczyć. Niekoniecznie znowu z myślą ich wykorzystania, bo to sprawia nam przyjemność. Jak najbardziej. Ja do tego nic nie mam. Też nie o tym w sumie jest odcinek, ale chciałam to podkreślić, że są osoby, które czerpią przyjemność z uczenia się. Jeszcze inni, którym to przeszkadza, że się uczą, a nie wdrażają. Mówią, że ćpią wiedzę. [śmiech] Celowo błędnie to powiedziałam, że ćpają wiedzę.

Podsumujmy

Do jakich konkluzji chciałabym dojść? Jakie punkty zaadresować Tobie na koniec? Po pierwsze to, żeby w ogóle mieć świadomość tego, że taki koszt jest. Jeśli ja kupuję jakiś kurs, jeśli ja się czegoś zamierzam uczyć, to muszę mieć świadomość tego, co jeszcze za tym stoi i czy ja się godzę z tym ukrytym kosztem, czy mi się to opłaca.

A jeśli nie, to czy mimo to jest dla mnie ta umiejętność, ta rzecz na tyle ważna, że nieopłacalność przestaje mieć znaczenie. Czy jest to kompetencja, która będzie mi profitować w perspektywie wielu lat? W analizie ukrytych kosztów nie chodzi o to, żeby się spinać, że to wszystko się musi opłacać, że kompetencje, żeby przynosić „wymierną” korzyść. Tylko o świadomość dlaczego coś robimy i że to ma dla nas osobiście znaczenie. O pewną intencjonalność w działaniu.

Dobrym pomysłem tutaj będzie refleksja nad tym tzw. ćpaniem wiedzy. Czy robię to, bo lubię? Czy raczej prokrastynuję faktyczne działania? Ćpanie wiedzy, które stoi za tym, że prokrastynujemy faktyczne wdrażanie tej wiedzy, działanie, realizowanie swoich projektów daje nam pewną ułudę efektu, bo przecież coś robimy.

Przecież przerabiam teraz kurs online o czymś, czytam teraz książkę o czymś tam. Tylko czytanie książki i przerabianie kursu online o nagrywaniu podcastu to nie jest to samo co nagrywanie podcastu. Przerabianie kursu o inwestowaniu nie jest tym samym co faktyczne inwestowanie i uczenie się tego na własnym przykładzie. Oglądanie kursu o tworzeniu grafik w Canvie nie jest tym samym, co włączenie jej, stworzenie projektu i zrobienie pierwszej grafiki.

Dziękuję Ci dzisiaj za Twój czas, a my słyszymy się już za 2 tygodnie!

Sprawdź 🔍

Bezpłatne planery tygodniowe gotowe do druku: tutaj.


Zdjęcie: Kimberly Farmer


Niektóre linki na stronie mogą być afiliacyjne. Jeśli wejdziesz przez taki link na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu otrzymam gratyfikację (nie wpływa to na cenę dla Ciebie). W ten sposób wspierasz moją pracę. Dziękuję!

Przeczytaj też

Zostaw komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej