Do niczego się nie nadaję, czyli skąd się bierze poczucie winy? [#007]

przez Monika Torkowska
Czas czytania: 23 min

Nie wyrabiasz się. Prokrastynujesz. Myślisz sobie: kurde, znowu zawaliłam. Odpoczywasz, ale nie jesteś w stanie tak naprawdę odpocząć, bo towarzyszy ci poczucie winy. Czyli bohater dzisiejszego odcinka. 

Posłuchaj odcinka w: Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, YouTube lub skorzystaj z odtwarzcza poniżej.

Wymienione w tym odcinku

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

W tym odcinku

Poczucie winy – no cóż za temat! Do tego tematu zainspirował mnie mój ostatni wypadek gokartowy. Wow, w sumie to zabrzmiało jakbym miała więcej wypadek gokartowych. [śmiech] Nie, nie miałam. Miałam jeden i mam nadzieję, że to będzie ostatni. Trochę się uszkodziłam, byłam w domu, nie byłam w stanie zbyt dużo robić. Dlatego też zbyt dużo nie robiłam, bo towarzyszył mi ból. 

Zaskoczyła mnie inna rzecz. Zaskoczyło mnie to, że nie towarzyszyło mi poczucie winy. A jest to dość wyjątkowa sytuacja, bo ja serio nie robiłam prawie nic. Serial oglądałam, co jest też w sumie wyjątkową sytuacją, jeśli o mnie chodzi. 

Kiedyś chodziłabym absolutnie wkurzona, fukałabym pewnie na wszystko wokół i biłabym się z myślami, że marnuję czas. Miałabym poczucie winy, że to robię. Byłam nauczona tego podejścia, że towarzyszy mi poczucie winy, ale się go oduczyłam. 

Przygotowując się do tego podcastu odświeżyłam sobie rozdział z fantastycznej książki, o której już wspominałam przy okazji drugiego odcinka tego podcastu o lęku, który hamuje nas przed działaniem. Mówię o rozdziale o krzywdzie i winie. Jeśli macie tę książkę gdzieś pod ręką albo planujecie przeczytać książkę „Czując. Rozmowy o emocjach”, to tym bardziej polecam ten rozdział. 

Zastanówmy się zatem, skąd się w ogóle bierze w nas poczucie winy. Oczywiście, jest też poczucie winy oparte na własnym systemie wartości i kiedy robimy coś złego, to ono się odzywa. Ale jak się zapewne domyślasz, to nie jest o takim poczuciu winy odcinek, tylko o trochę innym. O takim autoagresywnym poczuciu winy. 

Skąd się bierze w nas poczucie winy?

W skrócie – skąd się to poczucie winy w nas bierze? Niestety, najczęściej z domu. Bardziej uogólniając – z najbliższego otoczenia. Czyli od ludzi, którzy otaczają nas, kiedy byliśmy jeszcze stosunkowo małymi dziećmi, bo to już wtedy się w wielu nas pojawiają zalążki takiego poczucia winy. 

To mogą być rodzice, to mogą być dziadkowie, jakaś najbliższa rodzina, ale to może być też wspólnota religijna czy ogólnie kościół, do którego uczęszczaliśmy. Z tym kościołem to jest grubszy temat i pewnie dzisiaj w niego nie pójdziemy zbyt głęboko, natomiast nakreślamy źródła. 

Często sam nasz perfekcjonizm jest też źródłem poczucia winy. Ten perfekcjonizm nie bierze się znikąd. Tutaj troszeczkę balansujemy pomiędzy przyczyną a skutkiem, bo wywoływane poczucie winy w dzieciństwie skutkuje rozwinięciem się u takiej osoby perfekcjonizmu. Perfekcjonizm dodatkowo wpędza nas w poczucie winy i leci krąg. [śmiech] Krąg dalej się napędza tych emocji. 

Żeby była jasność – najważniejszą rzeczą, o której możemy pomyśleć, jeżeli chodzi o przyczyny poczucia winy to jest to, że my nie jesteśmy temu winni tak naprawdę. Nie my jesteśmy jego źródłem, takim podstawowym źródłem. 

Tutaj może się pojawić tendencja do tego, żeby przerzucać winę na osoby z naszego najbliższego otoczenia, które nas wychowały. Nie ma co się doszukiwać w określeniu „Do niczego się nie nadajesz” albo „Nic z ciebie nie będzie” pozytywnej intencji. Nie będziemy szli w tym kierunku. Nie ma tu pozytywnej intencji absolutnie. 

To, co warto sobie uświadomić – to, że wszystkie osoby od których słyszeliśmy taką narrację też się gdzieś wychowały. One też skądś znają te komunikaty. To, że z nimi nic nie zrobiły jako dorosłe osoby to już jest inna kwestia. O to pewnie można mieć żal, ale temat żalu to jest zupełnie inny i dużo głębszy temat. 

Chciałam zwrócić twoją uwagę na to, że takie schematy są często przekazywane z pokolenia na pokolenie – schematy myślowe, schematy komunikacyjne. Nie zawsze w tym jest świadomie zła intencja, nawet jeśli robi bardzo dużo złego. 

Jeśli dziecko, kiedy jest bardzo małe słyszy: „Nic z ciebie nie będzie” albo „Nie nadajesz się do niczego”, to te komunikaty pozostają z człowiekiem bardzo często całe życie. Chyba że ktoś ma taką osobowość, że jednym uchem wpuścił takie komunikaty i drugim wypuścił. Wtedy zazdroszczę, podziwiam i to super. [śmiech] 

U większości dzieci tak nie będzie z prostego powodu – to najbliższe otoczenie jest dla dziecka całym światem. Dziecko nie poddaje krytycznej ocenie – do pewnego wieku oczywiście – tego, co rodzic, dziadek, osoby w najbliższym otoczeniu robią. 

Nawet jeśli coś mu się w głowie nie zgadza, to ta umiejętność przeciwstawienia się albo przeanalizowania sobie, zracjonalizowania co się dzieje niekoniecznie istnieje, jak jesteśmy młodzi. Później z komunikatu ty powstaje komunikat ja. 

Jeśli dziecko słyszy: „Nic z ciebie nie będzie”, to później w jego głowie, w głowie nastolatka, osoby dorosłej ten komunikat może się przekształcić w „Nic ze mnie nie będzie”. „Do niczego się nie nadajesz” versus „Do niczego się nie nadaję”. Ten głos staje się własnym głosem.  

Dlatego tak ważne jest komunikaty, które słyszą małe dzieci. Lepiej by było, gdyby były umacniające, a nie ściągające w dół. 

Poczucie winy wywoływane jest też w sposób niewerbalny. Nie trzeba nic powiedzieć, żeby zacząć wywoływać w kimś poczucie winy, bo można też pokazać dezaprobatę za pomocą mimiki twarzy, za pomocą obrażania się, na przykład kiedy osoba, dziecko nie spełnia standardów tej osoby, która się obraża. Także odseparowaniem emocjonalnym. 

To są zagrania manipulacyjne. To też pokazuje drugiej osobie, że uwaga, miłość, serdeczność to są rzeczy warunkowe. Że musi być spełniony pewien warunek – standardy, które zakłada ta osoba, która korzysta z tych zagrań manipulacyjnych po to, żeby dać komuś miłość. 

Dziecko dostaje komunikat – dorosły też może dostać taki komunikat – ale wychodzimy od tych najwcześniejszych lat: jestem kochamy, jestem fajny wtedy kiedy robię, tak jak mamie czy tacie się podoba. A jeśli robię inaczej, to jestem odpychany. To też jest zalążek do tego, żeby powstawało w dziecku poczucie winy, bo skoro jestem niefajny, to się do niczego nie nadaję, to zrobiłem źle. 

Najczęściej dzieci nie są świadome istnienia takich zachowań. Nie są też więc w stanie siebie obronić w żaden sposób. Potęguje to również poczucie krzywdy i niesprawiedliwości w takim dziecku, bo do pewnego wieku ten rodzic dla dziecka jest naprawdę całym światem. 

To powinien być jak najbardziej przyjazny i bezpieczny świat z bezwarunkową miłością, a nie zawsze tak jest. Efekty tego, niestety, bardzo dobrze widać wraz z upływającym czasem, z wiekiem, z narastającą samoświadomością i z pewnym krytycznym spojrzeniem do świata.  

Można sobie uświadomić to, czy jesteśmy w krzywdowinie – tak nazwijmy połączenie krzywdy i winy. Powiem też w tym podcaście, dlaczego tę krzywdę łączymy z winą. Jeśli nie jesteśmy świadomi tego, że to poczucie winy nam towarzyszy, to będziemy po prostu z nim funkcjonować, czyli prawdopodobnie bardzo często siebie biczować, mieć coraz niższe poczucie wartości. 

Wszystko co się dzieje złego, to będzie oczywiście po naszej stronie, to my będziemy w swoich oczach tymi złymi, niedobrymi, ludźmi, którzy sobie nigdy nie dają rady, nie ogarniają. Też w oczach osób, które od dzieciństwa były źródłem tego poczucia winy i tym źródłem pozostały, bo ludzie mogą się zmieniać, to ta osoba też będzie właśnie taką osobą. Jeśli nie byliśmy w stanie odciąć pępowiny od tych najbliższych osób, to nadal to poczucie winy może się umacniać. 

Jak można sobie to uświadomić czy towarzyszy nam poczucie winy?

W dostrzeżeniu tkwienia w takim schemacie może pomóc oczywiście terapia. To podczas terapii zaczynamy dostrzegać pewne szkodliwe schematy, w których funkcjonujemy, pewne myśli, które nic dobrego nam nie robią. To mogą być też inne osoby, które zwrócą naszą uwagę na to, że może coś nie gra. Czemu czujesz się winna z takiego i takiego powodu? To może być pierwszy sygnał, zapalenie lampki nad głową. 

To mogą być też książki, tak jak ta wspomniana przeze mnie „Czując. Rozmowy o emocjach”. Wspaniała książka, która może naprawdę bardzo, bardzo dużo na temat emocji nam uświadomić. To mogą być filmy, podcasty, tak jak może na przykład mój. 

Ale też wydarzenie w życiu, które zmienia nasze postrzeganie świata, pod wpływem którego człowiek zaczyna brać sprawy w swoje ręce, tak żeby przestać być „ofiarą”, żeby przestać funkcjonować w tym schemacie poczucia winy związanym ze wszystkim, co się w życiu dzieje. 

Poczucie winy to jest jakaś emocja, więc oczywiście ją odczuwamy. Objaw tej emocji może się pojawić w postaci myśli w głowie i takich komunikatów kierowanych do samego siebie. 

Poczucie winy w przykładach

To mogą być bardzo różne komunikaty w bardzo różnych obszarach. To mogą być na przykład: Nie zrobiłam wszystkich zadań z listy. Znowu mi nie wyszło. Znowu prokrastynowałam nad tą jedną nieszczęsną rzeczą, która wlecze się za mną od miesiąca. Znowu nie potrafię się skupić. Znowu popełniłam jakiś błąd. Zrezygnowałam z projektu – no jak tak można? 

Czasem dyskomfort jest tak duży, żeby go nie odczuwać będziemy wpadać w zasadę utopionych kosztów, ale pozostaniemy przy jakimś projekcie, bo nie jesteśmy w stanie znieść, że moglibyśmy coś odpuścić. 

Bo całe życie towarzyszył nam słomiany zapał, a przynajmniej taki komunikat był do nas wysyłany, że coś próbujemy, nie pasuje nam to i z tego rezygnujemy. A na tym przecież polega eksplorowanie świata i to nie jest słomiany zapał. 

Czasem raczeni jesteśmy takimi komunikatami – powiedziałaś A, to trzeba powiedzieć B. To są idealne przykłady na to, jak na nas przerzucane jest poczucie winy, kiedy my z czegoś, co nam nie leży rezygnujemy. 

To jest fantastyczny przykład wpadania w zasadę utopionych kosztów, czyli mimo iż koszt znacznie przewyższa zysk – koszt zrobienia tej rzeczy, pozostania w danym projekcie, pozostania w danym miejscu w życiu, to nie jesteśmy w stanie znieść tej myśli, że my moglibyśmy zrezygnować. To często bierze się z poczucia winy, które jest od małego nam przekazane. 

Odpoczywasz na kanapie. Oglądasz serial dla przyjemności lub o zgrozo – nic nie robisz! W sumie zwykle coś robimy. Albo myślimy o czymś, albo leżymy, ale wiesz o co chodzi. Nic nie robię, czyli odpoczywam. To bardzo często w naszych głowach tak funkcjonuje. To też może wywołać poczucie winy. 

To jest o tyle bezsensowne, że kiedy próbujemy odpoczywać, mając w głowie cały czas poczucie winy, to my właśnie próbujemy. Tak naprawdę nie odpoczywamy, bo w odpoczynku chodzi o to, żeby ta głowa mogła odpocząć. W wielu przypadkach przede wszystkim o to chodzi, żeby to głowa mogła odpocząć, zwłaszcza jeśli pracujemy umysłowo. Kompletnie błędne koło. 

Dobrym przykładem jest bycie chorym i wylądowanie na zwolnieniu. I co teraz? Mam nie pójść do pracy? A może nie jestem na tyle chora, żeby pozostać w domu? A może powinnam? I co będzie? I co teraz? Będę siedzieć w domu i będę się leczyć, odpoczywać?  

Pewnie jak to słyszycie, to być może brzmi to absurdalnie, ale w głowach wielu osób, które znają poczucie winy i to jest emocja niestety dla nich naturalna w takich różnych sytuacjach – to jest monolog, który się w głowie odpala automatycznie. Nie jesteśmy w stanie go racjonalnie w tym danym momencie przetworzyć, jeśli nie wykonamy jakiejś pracy nad tym poczuciem winy. 

Jakie są konsekwencje bycia w poczuciu winy?

Co nam robi to poczucie winy? Przede wszystkim poczucie winy – co już chyba wyniknęło z tego podcastu – nie daje nam prawa do popełniania błędów. My sobie sami nie dajemy prawa do popełniania błędów, jeśli poczucie winy ma zbyt dużo do powiedzenia w naszej głowie. To jest bardzo prosta droga do perfekcjonizmu. 

Jak można uniknąć błędów? Wiadomo, robić wszystko perfekcyjnie, bezbłędnie. Czy to jest stan osiągalny? Ja bym powiedziała, że niekoniecznie, bo pytanie – czym jest perfekcjonizm? Mamy jakąś definicję perfekcjonizmu? 

Marnujemy też oczywiście nasze zasoby umysłowe, bo jakieś zasoby będą zajęte na to, żeby myśleć o tym, że teraz jestem w poczuciu winy, teraz się do niczego nie nadaję i odpala się rozkmina w głowie. Po prostu męczymy się psychicznie. 

Mamy więc też mniej naszych zasobów umysłowych na to, żeby robić rzeczy, które robić powinniśmy lub chcemy robić. Przez to idzie nam gorzej i potem znów wpadamy w poczucie winy, bo ej, nie idzie mi zbyt dobrze. Kolejny raz – błędne koło. 

Człowiek, który idzie przez życie z poczuciem winy mniej chętnie eksploruje świat. Towarzyszy mu dyskomfort. Może też czuć silną potrzebę, żeby swoje zachowanie i swoje postrzeganie świata koniecznie opierać na jakimś autorytecie. Kimś, kto jest wyżej w jakiejś hierarchii, na przykład w pracy. Na kimś starszym – w myśl zasady, że starsi mają rację, mądrość przychodzi z wiekiem. Problem w tym, że czasami przychodzi sam wiek. 

Tak jakby ta osoba nie dopuszczała do siebie swojej sprawczości. Nie dopuszczała możliwości, że jego własne myśli mogą być dobre, prawdziwe, wartościowe, że może mieć rację. Przecież całe życie ta osoba słyszała na przykład, że nic z ciebie nie będzie. 

To jest też konsekwencja doznania tej miłości warunkowej, czyli takiej, w której dziecko było dobre, miało uwagę rodzica przede wszystkim wtedy, kiedy nie sprawiało problemów, kiedy postępowało zgodnie z tym, czego oczekiwał rodzic czy jakaś bliska osoba w otoczeniu. 

Wkurzam się trochę, bo mam poczucie, że jako społeczeństwo nie zdajemy sobie sprawy tak naprawdę z ogromu krzywdy i z ogromu problemów, z którymi potem boryka się osoba tkwiąca w poczuciu winy. 

Poradzić sobie z tym samodzielnie to jest moim zdaniem i z mojej perspektywy ogromna praca, którą osoba najczęściej już dorosła potrzebuje wykonać, żeby w jakiś sposób wyjść i normalnie funkcjonować, a przynajmniej nie autosabotować się. A można tej pracy uniknąć. 

Kiedy poczucie winy jest uzasadnione?

Dla równowagi jeszcze powiem, kiedy to poczucie winy ma sens. Oczywiście nie jest tak, że ono jest nam zbędne. Ten szczególny rodzaj poczucia winy, o którym mówiłam jest nam zbędny. Pewnie ma sens, kiedy robimy komuś faktyczną krzywdę, co się wiąże na przykład z popełnieniem przestępstwa, ze zdradą, oszustwem. 

Ale twoje wybory dotyczące twojego życia to nie jest robienie komuś krzywdy. Nawet jeśli ta osoba twierdzi, że jest obrażona, urażona, bo na przykład rzuciłaś studia, przeprowadziłaś się na drugi koniec świata, bo wybrałaś sobie za partnera/partnerkę osobę nie taką, jaka by się widziała tej osobie, bo zarabiasz na życie w sposób, który się komuś nie podoba, bo wykonujesz dziwny zawód, a przecież miałaś być lekarką lub prawniczką. 

Oczywiście, że rzucam teraz tendencyjnymi przykładami, ale chciałam ci unaocznić, że nasze wybory to nie jest robienie komuś krzywdy. To są po prostu wybory dotyczące naszego życia, do których mamy całkowite prawo. 

Czy ta druga osoba ma prawo czuć się urażona? Ta druga osoba ma prawo czuć cokolwiek. Ma prawo do swoich odczuć, tak samo jak ty masz do nich prawo. Czy ty masz prawo nie brać na siebie problemów, także emocjonalnych, innych dorosłych ludzi? Jak najbardziej. No chyba że chcesz. Do tego też masz pełne prawo. 

Czy ty dokonując swoich życiowych wyborów, powinnaś mieć poczucie winy? Moim własnym zdaniem nie. Ale jeśli to jest u ciebie, to dobrym pomysłem jest zastanowić się, czy się chce temu poczuciu winy dać w swoim życiu przestrzeń. 

Co zrobić ze szkodliwym poczuciem winy?

Żeby tej przestrzeni nie dawać, to pewnie nie zaskoczę cię, jeśli powiem, że psychoterapia może bardzo pomóc. Chociaż ten proces z mojej perspektywy może być bardzo wymagający, bo poczucie winy dotyka nas bardzo głęboko. Najczęściej już wtedy, kiedy byliśmy właściwie niewinnymi dziećmi. 

Ale czy warto? Ja bym powiedziała, że tak. Ile lat można znosić to poczucie winy tkwiące w głowie, tak naprawdę kiedy my nie zawiniliśmy? 

Ja wiem, że łatwiej jest powiedzieć to wszystko niż zrobić. Szczególnie jeśli się żyje w otoczeniu przesiąkniętym wpędzaniem cię w poczucie winy. Przykro mi, że tak jest. Mam niestety złą wiadomość. A może w sumie dobrą? Jak tak myślę, to jednak dobrą. 

Jedyną osobą, która może zmienić ten stan jesteś ty. To jest dobre, bo to znaczy, że masz wpływ i jest mniej dobre, bo może być wyzwaniem. Możesz oczywiście zmienić otoczenie, a właściwie powinnam powiedzieć, że w sumie wymienić. 

Próba zmienienia ludzi to tak jak próba wyjęcia gwoździa ze ściany bez pozostawienia w tej ścianie dziury – to niezbyt realne. Da się tą dziurę zakleić, ale była. Zmienić otoczenie to znaczy odciąć się na tyle, na ile jesteś w stanie od ludzi, z którymi ci nie po drodze. 

Tak, Torkowska uważa, że nie ze wszystkimi musi być nam po drodze. Jeśli słuchasz moich podcastów albo obserwujesz mnie na Instagramie, to wiesz, że Torkowska jest zwolenniczką nieboksowania się z ludźmi w relacjach. Nie wszystkie relacje warto naprawiać. Zwłaszcza jeśli drugiej stronie niekoniecznie na tym zależy. 

Poczucie krzywdy i winy mogą występować obok siebie. Jeśli krzywdzę, to pojawia się we mnie poczucie winy. Czasem chętnie zrzucamy to poczucie winy za pomocą na przykład jakiegoś agresywnego zachowania w stosunku do kogoś innego. Tym zachowaniem znów kogoś krzywdzimy i tak sobie balansujemy pomiędzy krzywdą i winą, krzywda i winą, krzywdą i winą. 

Samo to poczucie winy może być w nas tak silne, że pragniemy przerzucić to poczucie winy na kogoś innego. To nam fantastycznie otwiera drzwi do odjęcia sobie sprawczości, do wpadnięcia w ten ciąg krzywdowiny. 

Jeśli tkwimy w silnym poczuciu winy, to to silne poczucie winy może przerodzić się w poczucie krzywdy. A w poczuciu krzywdy w ramach rewanżu na przykład zachowuję się agresywnie. Potem znowu mam poczucie winy, że się zachowałam tak, a nie inaczej. Słabe? No słabe. 

Wysokosprawczość się opłaca

Generalnie to, na co warto zwrócić uwagę to to, że nam bycie człowiekiem wysokosprawczym się opłaca. Odwracając to zdanie – nie do końca opłaca nam się tkwić w poczuciu winy i w poczuciu krzywdy. W tych emocjach główne skrzypce gra ten obcy głos w głowie. To nie jest nasz głos, on się skądś pojawił z zewnątrz. 

Pytanie – czyj on jest? To już wiemy, że najczęściej jest kogoś z najbliższego otoczenia. Rodziców, dziadków, często z kościoła, kolegów w szkole, który też słyszeli te komunikaty, te głosy w swoim otoczeniu i przekładają je teraz na innych. Ten schemat się powiela. 

Przeciwstawienie się temu głosowi może wywołać dyskomfort. Niezależnie od tego, czy my się przeciwstawiamy zewnętrznie komuś, kto te komunikaty w stosunku do nas kieruje, czy wewnętrznie. 

Wymaga to najczęściej konfrontacji z czymś, co wywołuje w nas tzw. dysonans poznawczy. Dysonans poznawczy to jest taki stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego. Pojawia się wtedy, kiedy nasze zachowanie na przykład nie zgadza się z tym, co myślimy. 

Przykład – rodzic mówi: Nic z ciebie nie będzie. W dziecku pojawia się poczucie niesprawiedliwości, niezgody, jest temu dziecku przykro, ale ono nie potrafi się obronić.  

Zwykle nie jest świadome tego złego działania i tego, że te słowa nie są okej. Kiedy będzie starsze, może też mieć problem, żeby to zrobić, jeśli do głosu będzie dochodziło na przykład przekonanie o tym, że rodzicowi nie wolno się przeciwstawić. 

Jednym ze sposobów poradzenia sobie z tym dysonansem w tym przypadku będzie zmiana przekonania. Taka osoba może pomyśleć: Chyba ten rodzic jednak ma rację, nic ze mnie nie będzie. Teraz na przykład w głowie może się pojawić cała lista rzeczy, które nie wyszły tej osobie jako utwierdzenie się w tym przekonaniu, że rodzic ma rację. 

Jak jeszcze położymy przekonanie, że rodzic ma zawsze rację i że nie wolno się rodzicom przeciwstawiać, to jeszcze przyklepiemy tę grudkę ziemi, żeby była płaska, ładna i w ogóle tak już sobie zostanie. 

Są jeszcze dwa sposoby, w jaki możemy sobie poradzić z dysonansem poznawczym. Jest to zmiana przekonania i zmiana zachowania. Jak możemy zmienić przekonanie? 

Na przykład pomyśleć, a to już jest dalszy etap rozwoju albo pracy nad sobą: Nieprawda. To się nie zgadza, że nic ze mnie nie będzie, bo osiągnęłam. Teraz w głowie może się pojawić lista rzeczy, które są kontrą do tego stwierdzenia, które miało w nas wywołać poczucie winy i ściągnąć nas w dół. 

Dalej – zmiana zachowania, czyli na przykład przeciwstawienie się rodzicowi już w sposób werbalny. Obrona siebie i swoich zasobów. Normalnie byśmy przemilczeli, przyjęli to, co zostało powiedziane i wzięli to jako prawdę objawioną. Żylibyśmy sobie dalej z tym poczuciem winy. 

Podobnie jak w przypadku lęku, a mówiłam o nim w drugim odcinku, tutaj może bardzo pomóc dialog ze sobą. Może pomóc zmienić swoje nastawienie, postrzeganie, reakcje na daną sytuację, reakcję na wspomnienia, na te powracające różne teksty. Na przykład na takie, które są bardziej wspierające, trochę bardziej oparte na faktach. 

Postawienie w kontrze: Czy naprawdę ze mnie nic nie będzie? Wymienienie rzeczy, które to obalają. Czy ja serio nie ogarniam swojego życia i jestem takim do bani i nieogarem? Serio? Tutaj postawić na poziomie faktów, dlaczego jednak ogarniam to swoje życie jakoś. Nie muszę być idealnie zadowolona z tego, ale mogę stwierdzić, że ej, jakoś sobie daję radę, może być lepiej. 

Koncepcja neutralności

Jest też coś, co ja sobie nazywam roboczo koncepcją neutralności. Mówię roboczo, bo nigdzie nie widziałam tej nazwy. [śmiech] Tak sobie to wymyśliłam. Tej koncepcji neutralności towarzyszy cytat: I co z tego? 

Koncepcja neutralności opiera się na tym, żeby nie roztrząsać nadmiernie tego, co nie wyszło, nie użalać się jakoś bardzo nad sobą i swoim losem. Nie dawać innym przestrzeni do tego, żeby wybijać nas z jakiegoś fajnego, codziennego rytmu. 

Jak coś nie wychodzi, to zrobić krótką analizę, wyciągnąć wnioski, zaimplementować to, co możemy naprawić w związku z tą daną sytuacją i po prostu jechać dalej. 

Tutaj nie chodzi zupełnie o „pobłażanie” sobie. Chodzi o nienakręcanie się tam, gdzie to naprawdę jest zupełnie zbędne. Też o niebiczowanie się, że coś mi nie wyszło. Hello, wszystkim coś nie wychodzi. Nie istnieje człowiek, któremu zawsze wszystko wyszło. 

Tutaj odzywa się koncepcja gadania o popełnianiu błędów. To popełnianie błędów urosło do jakiejś wielkiej rangi. Gdybyśmy zamienili te błędy na lekcje – lekcje są dobrym określeniem – uczymy się czegoś na tych rzeczach, które nam nie wyszły. 

Nie lubię tej koncepcji błędów, bo mam wrażenie, że ona w naszym języku, w naszym społeczeństwie ma złą sławę. Nie chodzi o biczowanie się, tylko o postawę analityczną. O zadanie sobie takiego pytania – nawiązuję do drugiego odcinka podcastu – co najgorszego teraz się stanie, jak mi nie wyszło, jak znowu poprokrastynowałam? 

Być może nic, być może coś. Być może przyjdą jakieś konsekwencje, bo terminy ominęłaś. Jak ominęłaś, to pewnie poniesiesz tego konsekwencje, być może wyciągniesz wnioski i coś się zmieni następnym razem. 

Tkwienie w poczuciu winy nie sprawi, że odwrócisz tę sytuację. Nie przyniesie nic, absolutnie nic dobrego. Poza tym, że będziesz bardziej zmęczona, bardziej wkurzona na siebie, obniży się jeszcze twoja samoocena, a na końcu stwierdzisz, że jest do bani i wszystko się skichało i teraz połóżmy się. 

Ale nie, nie możemy leżeć, bo jak odpoczywamy, to nic nie robimy i też wpadamy przecież w poczucie winy. Tak to właśnie jest z tym poczuciem winy. 

Dlatego koncepcja neutralności moim zdaniem ma bardzo dużo sensu. Powiem szczerze, że uwielbiam ją i stosuję ją na co dzień. 

A jeśli ktoś nas ocenia i tu się odzywa w nas poczucie winy w związku z tymi ocenami, jakie dostaliśmy – to może być cokolwiek: wyglądasz nie tak, czemu się tak ubrałaś, nie wiem już co ludzie wymyślają, bo koncepcję neutralności sobie tak dobrze wbiłam do głowy, że chyba mi wszystko jedno. Nie, nie ubolewam z tego powodu. 

Jeśli ktoś mnie ocenia, to co można sobie powiedzieć? To trudno. Torkowska uwielbia to określenie naprawdę. Czy to w ogóle ważne? Czy ta ocena jest ważna? Czy ta ocena ma dla mnie jakieś znaczenie? Czy ta osoba, która rzuca ocenami ma dla mnie znaczenie? Jeśli ma dla mnie znaczenie i rzuca ocenami, to czy to dobrze, że ta ocena ma dla mnie znaczenie?  

Ale Torkowska pojechałaś. Teraz w głowie niektórych osób mogą ciężkie działa zostać wytoczone. Czy chcę poświęcać tej osobie czas? Nie wiem, czy się spotykacie z tym, ale ja czasami spotykam takie randomowe osoby na ulicy, które czasem rzucą jakimś tekstem z pupy [śmiech], który ma mnie wprowadzić w poczucie winy. 

Na przykład: „Dlaczego pani tu stoi?” To był cytat. Oglądałam truskawki na stoisku. Dlaczego ja tu stoję? Nie powiem, wtedy mnie to wzburzyło emocjonalnie, teraz mnie śmieszy. Wtedy się gorzej czułam, whatever. 

Czy chcę poświęcać tej osobie czas? W większości przypadków dobrze by było, żeby te odpowiedzi były: Nie. To nie jest ważne. To nie ma znaczenia. Nie chcę poświęcać tej osobie czasu. Koncepcja neutralności. 

Mam nadzieję, że zostawiam cię z garścią przemyśleń o poczuciu winy. Jeśli zechcesz się nimi podzielić ze mną, to będę naprawdę mega happy. Zachęcam ciebie do odezwania się do mnie na Instagramie, jestem tam jako monika.torkowska albo napisania garści swoich przemyśleń na kontakt@monikatorkowska.com. 

Jeśli podcast ci się podobał, to oczywiście dodaj go do obserwowanych. Tam, gdzie można wystawić ocenę – czyli chyba na Apple Podcast tylko – to też będę wdzięczna za jakąś fajną ocenę. A my słyszymy się już za 2 tygodnie! 

Sprawdź 🔍

Bezpłatne planery tygodniowe gotowe do druku: tutaj.


Zdjęcie: Flexiple


Niektóre linki na stronie mogą być afiliacyjne i dotyczą tylko produktów i usług, które z czystym sercem mogę polecić. Jeśli wejdziesz przez taki link na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu otrzymam gratyfikację (nie wpływa to na cenę dla Ciebie). W ten sposób wspierasz moją pracę. Dziękuję!

Przeczytaj też

Zostaw komentarz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej