kobieta z kubkiem z napisem like a boss

Składać wypowiedzenie kiedy nie mam nowej pracy? Rozważania z korporacji [#027]

przez Monika Torkowska
Czas czytania: 24 min



Całe życie żyłam w przekonaniu, że jeśli mam zmieniać pracę, to absolutnie muszę mieć alternatywę w postaci nowej. I to najlepiej na papierze, podpisaną. Może jeszcze krwią w ogóle. Wow, mając teraz 30 lat życie zweryfikowało moje poglądy. 

Posłuchaj odcinka w: Spotify, Apple Podcasts, Google Podcasts, YouTube lub skorzystaj z odtwarzacza poniżej.

Wymienione w tym odcinku

Pytania do zadania sobie po wysłuchaniu odcinka

  1. Jaką zmianę (jeśli jakąś) ciągle odkładam w obawie przed czymś/przed kimś lub uzasadniam sobie niepodjęcie działania na wiele sposobów?
  2. Czy jest mi wystarczające w miejscu, w którym jestem teraz?
  3. Jak będę się czuć jeśli będę w obecnym miejscu nadal za miesiąc? A za rok? Za 5 lat?

Warto sprawdzić

Podkast do czytania

W tym odcinku

Nagrywam ten odcinek pod koniec kwietnia 2022 roku. Jest to o tyle wyjątkowy odcinek, że Ty prawdopodobnie słuchasz go znacznie później. Jestem teraz w takim momencie życia dla mnie trudnym, trochę przełomowym, gdzie zastanawiam się nad tym, czy zmienić pracę. W szczególności chyba już nie zastanawiam się nad tym, czy zmienić pracę, tylko bardziej: kiedy złożyć wypowiedzenie? A tak bardziej doprecyzowując, to czy złożyć to wypowiedzenie, nie mając tak naprawdę jeszcze alternatywy w postaci nowej pracy? 

Wśród moich słuchaczy i słuchaczek wyobrażam sobie, że mogą się pojawić teraz przynajmniej dwa obozy. Pierwszy obóz to jest taki, że oj tam oj tam Monika, składaj jak się męczy i tak sobie poradzisz. [śmiech] A drugi obóz: o matko, o matko, jak to można w ogóle myśleć o składaniu wypowiedzenia, kiedy się nie ma jeszcze alternatywy w postaci nowej pracy? 

Powiem szczerze, że jeszcze do niedawna byłam bardziej w tym drugim obozie. Czyli dla mojego mózgu myśl o tym, żeby po prostu złożyć wypowiedzenie i nie mieć niczego w zanadrzu to jest jakiś kosmos i coś nie do przetrawienia. Zauważyłam, że ta myśl zmienia się z czasem i pod wpływem tego, jak analizuję sobie różne rzeczy. Pomyślałam, że te rozterki, które teraz przeżywam, jakiś lęk, dyskomfort i to, jakimi przemyśleniami chcę się teraz podzielić może być dla wielu z Was wartościowe. Ja nie wiem w jakim Ty momencie w tej chwili życia jesteś. Ale być może jesteś w bardzo podobnym do mnie. 

Zaraz zamieszczę finał tej historii, zanim opowiem z czym się w tej chwili mierzę, żeby zaspokoić Twoją ciekawość. Odcinek jest opublikowany wtedy kiedy już ta sprawa jest rozwiązana i zakończona. A przynajmniej w momencie kiedy uznałam, że jest to stosowne, żeby ten odcinek opublikować. 

Odzywa się Monika z lipca 2022 roku. Tak jak obiecałam, żeby nie robić FOMO – aktualizacja tego, co się zadziało po drodze krótko: złożyłam wypowiedzenie niedługo po tym jak nagrałam odcinek. Nie mając alternatywy w postaci nowej pracy. W tej chwili jest lipiec. Od sierpnia zaczynam nową pracę. Przyznaję, że nie był to łatwy okres. Ale nie ze względu na to, że rzuciłam pracę nie mając nowej, tylko ze względu na różne rzeczy, które się działy dookoła tego procesu. Natomiast z całą pewnością zrobiłabym tak ponownie. Nie żałuję tej decyzji. Być może nawet podjęłabym ja wcześniej, natomiast nie miałam w sobie gotowości. To jest temat na inny odcinek. Wracamy do głównego wątku. 

Dużo będzie szczerości w tym odcinku, ale tematyka jest o tyle specyficzna, że właściwie nie ma co tu rzeźbić i silić się na jakieś nie wiadomo jakie mądrości. To jest odcinek o emocjach. To jest odcinek o rozterkach i o własnym doświadczeniu. Czy ja z tego odcinka wyjdę z jakąś mądrością dla Was albo dla samej siebie? Nie mam pojęcia. [śmiech] 

Przyznaję, że jest to prawdopodobnie jeden z takich odcinków, gdzie liczba punktów, które sobie w ogóle zanotowałam jest najniższa, bo to są raptem trzy podcasty, do których chcę się odwołać, które już są dostępne w podcaście „Między wskazówkami”. To tyle. 

Nie spodziewałam się, że wywołanie tego tematu w głowie wywoła tak ogromny emocjonalny rollercoaster. Mam wrażenie, że poza czasem przeprowadzki w 2021 roku, kiedy liczba stresów pochodzących z zewnątrz była tak ogromna. Wtedy jeszcze pandemia i inne tematy się zrzuciły na głowę. To była zupełnie inna sytuacja. Teraz te stresy pochodzą z wewnątrz. Syndrom oszusta, który tak bardzo dzwoni ze stacjonarnego, chociaż ja telefonu stacjonarnego w domu nie mam i bardzo chce, żebym odebrała; [śmiech] 

Syndrom oszusta, czyli wyjaśniając – takie pojęcie, zjawisko w psychologii zjawisko opisane, w której ktoś myśli o sobie, że jest oszustem. Że ma tak naprawdę niższe kompetencje niż całemu światu wokół się wydaje i że zaraz się okaże, że w sumie jest do bani. A nie ma ku temu jakichś miarodajnych powodów, żeby taj uważać, raczej jest wręcz przeciwnie. Na przykład osoba awansuje, uczy się, zdobywa jakąś wiedzę itd. Tylko po prostu jej umysł postrzega obecną sytuację zupełnie inaczej. 

Wszystkie te demony w głowie, które się odezwały doprowadziły mnie do takiego momentu, gdzie chodzę wykończona psychicznie i nie wiem co dalej zrobić. Nie podjęłam tak oficjalnie żadnej decyzji. Wiem tyle, że jakąś muszę podjąć. To „muszę” jest pewnie dobrym czasownikiem, bo jeśli nie podejmę jakiejś decyzji, jeśli zostanę tu, gdzie jestem, to nadal jest to podjęcie decyzji. Zaniechanie działania też jest jakimś działaniem. Po prostu rzeczy dzieją się tak jak były, więc też się na coś zdecydowałam. Nawet jeżeli nie podejmuję żadnej akcji. 

Tak samo pozostanie w pracy tzw. starej jest też pewną decyzją. Decyzją, że chcę nadal być w tym środowisku i kontynuować te obowiązki, które mam w tym momencie. Z jakiegoś powodu – są mi znane te powody, natomiast tutaj nie jest przestrzeń do tego, żeby o nich dyskutować – te powody się nagle nie zmienią. To jest ważne w kontekście tego odcinka. Zrobiłam co w mojej mocy, aby te warunki się zmieniły i wiem, że na tym koniec. Przynajmniej ja w moim kręgu wpływa postrzegam, że zrobiłam i sygnalizowałam tyle ile mogę. 

Konfrontacja ze słowem na ten rok 

Ta cała historia jest trochę zabawna w kontekście 12 odcinka podcastu „Między wskazówkami”, gdzie moim słowem na ten rok jest słowo „odwaga”. Nawet w tytule napisałam, że coś, czego mam mało, a potrzebuję więcej. Tym słowem jest właśnie „odwaga”. Nie sądziłam, że przyjdzie kwiecień i to założenie, które Torkowska sobie rzuciła na tapet w 2022 roku będzie tak bardzo wystawione na próbę. Wolałabym, żeby było mniej wystawione na próbę, ale jest jak jest. Jak to się mówi: [niezrozumiałe 08:09]. Handluj z tym. 

To, co zauważyłam zastanawiając się, jaką decyzję podjąć to to, że moje myślenie nie jest racjonalne. Ha ha. Serio, że nie jest racjonalne. Dla tych z Was, którzy/które nie wiedzą – ja pracuję w IT. Jestem programistką. Tu nie ma co czarować. Rynek w tym momencie wygląda tak, że dosyć mi sprzyja. Mamy rynek bardziej pracownika niż pracodawcy. 

Ja widzę też, będąc w swojej roli, uczestnicząc w procesach przydzielania osób do projektów czy rekrutacja, że tych osób mamy po prostu za mało do pracy. To nie jest tak, że z automatu bierzemy wszystkich, to to nie. Szczególnie w moim przypadku, kiedy ja jestem po tylu latach na poziomie senior – ja wiem, że generalnie warunki te mam sprzyjające. 

Zdaję sobie sprawę ze swojej uprzywilejowanej pozycji, ale mojemu umysłowi to nie wystarcza. Mój umysł potrafi zadać sobie pierdyliard pytań: a co jeśli? Rzucę Ci przykładowe pytania, które zadaje mi mój mózg. On je rzuca tak w eter. Rzuca je jak takie walce pod nogi po to, żebym się na tych walcach pięknie wypierdzieliła na plecki. 

To są na przykład takie myśli w stylu: a co, jeśli się okaże, że ta rzeczywistość, w której ja żyję teraz jest jakaś zaburzona? A co, jeśli się okaże, że awansując i tak nic nie umiem? Mimo iż awansuję to na zewnątrz może się okazać, że ja w sumie nic nie umiem, jak ktoś mnie gdzieś przerekrutuje. A co, jeśli coś się na świecie takiego stanie, że ja złożę to wypowiedzenie, a okaże się, że w ciągu tych 3 miesięcy świat się wali i ja nie będę w stanie znaleźć żadnej pracy? A co, jeśli ja tak naprawdę się do niczego nie nadaję i nic nie umiem? 

Tak sobie ten mózg pięknie nawija na jakąś szpulkę nici wątpliwości, nici bzdetów, nici rzeczy, które podkopują absolutnie poczucie własnej wartości, które mają za zadanie jakieś moje kompetencje podważyć. Cud, miód i orzeszki, polecam bardzo serdecznie. [śmiech] 

Mam też pewną świadomość i znam obszary, których po prostu nie znam. Te, w których się nie poruszam, w których wiedzy nie mam. Po iluś latach w branży dochodzę do takiego punktu, gdzie doskonale zdaję sobie sprawę, że nie ma możliwości wiedzieć wszystkiego, bo informatyka robi się jeszcze szersza niż była 6 lat temu. 

Informatyka 6 lat temu czy nawet samo wytwarzanie oprogramowania, bo to jest część IT to nie jest to samo co teraz. Technologii jest coraz więcej, jest coraz więcej rzeczy do nauczenia się, do ogarnięcia. Właściwie jeśli się stoi z wiedzą w miejscu – nie lubię zwykle używać tego określenia, ale tak właśnie postrzegam to, jak wygląda rozwój technologii. Jeśli się stoi w miejscu i niczego się nie uczy, to się bardzo cofa, bo ten cały świat tak szybko mknie do przodu. Tak szybko się technologia rozwija i ona się zmienia. 

To jest też specyfika branży, w której jestem, o której nikt za bardzo nie myśli, kiedy skuszony/skuszona na przykład wizją dobrych zarobków ma w tą branżę wejść. O tym się trochę mało mówi, że to nie są tylko dobre pieniądze, ale za tym stoi trochę innych ważnych czynników, które mają naprawdę znaczenie i to dosyć szybko w tej branży. 

Tak sobie teraz myślę, że sorry za brak wstępu. Jak powiedziałam o zmienianiu pracy i rzucaniu wypowiedzenia, że on teraz jest – założyłam, że słuchają osoby, które mnie obserwują na Instagramie albo gdzie indziej w social mediach i kojarzą ten kontekst, czym ja się zajmuję na etacie, poza moimi zainteresowaniami i różnymi aktywnościami po godzinach. Teraz to nadrobiłam, żeby dodać kontekst. Ten kontekst jest istotny w kontekście tego, jak absurdalne potrafią być czasami myśli. 

Oczywiście nadal może być prawdziwy scenariusz, w którym jakaś firma stwierdzi, że nie chce ze mną współpracować, bo profil moich umiejętności, ja czy cokolwiek im nie odpowiada. Albo ich standardy są takie, którym ja nie odpowiadam. Tylko widzisz – tu jest istotna taka rzecz, że mam mózg przetrenowany do myślenia o negatywnych rzeczach, a on się nie potrafi zastanawiać: a co będzie, jeśli to pójdzie? A co będzie, jeśli zrobisz tę zmianę i całe twoje życie się nagle zmieni? To jest gdzieś tak daleko w tych przemyśleniach, że ja tutaj musiałam się wyprodukować, żeby w ogóle dojść do tej myśli. 

A pewnie jak myślę sobie sama w głowie, to to następuje dopiero po jakiejś godzinie rozkminiania tematu. Jak to jest – czy to jest kulturowe? Czy to jest osobnicze? Czy to wynika z zachowania? Nie wiem. Ale to, co dostrzegam na ten moment, czyli będąc w środku tej sytuacji, będąc w średnim, żeby nie powiedzieć ujowym stanie psychicznym. Sorry, to jest bardzo dyplomatyczne słownictwo naprawdę na tle sytuacji, w której się znajduję obecnie. Serio. 

Nie wiem z czego wynika ten sposób myślenia. To, co wiem i to, co widzę to to, że nie sprzyja to w żadnym kontekście. Ani nie sprzyja poradzeniu sobie z obecną sytuacją, w której jestem. Ani nie sprzyja podjęciu najlepszej dla mnie decyzji. Ani nie sprzyja zmianie, jeśli tą decyzją byłaby faktycznie zmiana. 

Zbyt często nie stawiamy na siebie 

To, co mnie bardzo uderzyło, jak słuchałam ostatnio odcinka Andrzeja Tucholskiego o wysokosprawczości – Andrzej robił sesję pytań i odpowiedzi przed premierą jego książki o wysokosprawczości i gdzieś na końcu tego odcinka padło takie stwierdzenie albo mojej głowie przyszło to stwierdzenie na myśl. Już nie pamiętam, nie chcę kłamać. My tak często nie stawiamy na siebie. Stawiamy na wszystko wokół, ale nie stawiamy na siebie. 

W kontekście mojej zmiany ja myślę o wszystkich rzeczach dookoła. Myślę o tym, że mam ludzi, którzy są u mnie, bo jestem też przełożoną liniową, więc te osoby będą musiały mieć kogoś nowego zamiast mnie. Myślę o tym, że mamy projekt, który jest in progress i będzie nadal in progress i będzie trzeba jakoś przekazać odpowiedzialność i wiedzę. Mam te wszystkie rzeczy w głowie. Mam w głowie to, że mam jakieś zobowiązania finansowego. 

Oczywiście tutaj mój mózg pomija jakże cudowny fakt, że mam też poduszkę finansową i nie tylko ja zarabiam pieniądze w tym domu. Nie, po co myśleć w ten sposób. Lepiej włączyć tragizowanie i najtrudniejszy scenariusz, który może się zadziać. To też jest jeden ze sposobów, żeby sobie radzić z taką sytuacją. Wspominałam o tym w odcinku drugim, jak omawiałam lęk na przykładzie podcastu. 

Zadaj sobie pytanie – co najgorszego może się stać? 

Padł tam taki punkt: jak sobie radzić z lękiem i to było zadanie sobie pytania: co najgorszego może się stać? Ja oczywiście odpowiedziałam sobie na pytanie, co najgorszego może się stać w tej mojej obecnej sytuacji teraz. To nie jest najgorszy scenariusz życia ever. Czy to poprawia moją sytuację? Pewnie na bardziej obiektywnym poziomie tak. Ale mój mózg wcale nie jest racjonalny. [śmiech] 

Jeśli teraz rozważasz jakąś podobną dużą zmianę w swoim życiu, to być może kiwasz ze zrozumieniem głową i mówisz: tak Monika, Jezu, ja też tak mam, po prostu mówisz teraz o mnie. [śmiech] Nie postrzegam siebie jako jakiejś specjalnie wyjątkowej osoby. Dlatego wszelkie zjawiska psychologiczne, problemy i inne trudności wyobrażam sobie, że możemy mieć wspólne, jeśli jakaś sytuacja jest wspólna z nami. 

Zauważyłam też, że mój mózg ma tendencję do tego, aby wyraźniej dostrzegać te elementy środowiska, które są mi niesprzyjające w podjęciu najlepszej dla mnie decyzji. Mój mózg widzi wyraźniej osoby, które w życiu kierują się bardziej lękiem. 

Na zasadzie: a co będzie, jeśli tej pracy nie znajdziesz w ciągu tego okresu wypowiedzenia? A może lepiej poczekać? A może lepiej coś tam? Bo szukanie pracy może długo zająć. A w ogóle jak tak można robić? A w ogóle to o co ci chodzi, bo w tym korpo to ktoś by się dał pokroić za to, żeby tam być. 

O ile punkt widzenia zmienia się w zależności od punktu, w którym się znajdujemy, tak widzenie wyraźniej osób w swoim otoczeniu o takiej postawie też nie sprzyja podejmowaniu decyzji najlepszych dla siebie, czymkolwiek będzie najlepsza decyzja. To jest tylko jakiś jeden wycinek rzeczywistości. Jakiś pewien schemat postaw i postępowań. 

Jak sobie zaczęłam analizować osoby w moim otoczeniu, to się okazało, że mam też osoby, które z trochę większą odwagą podchodzą do takich zmian i do takiego tematu. Patrzą z trochę większego dystansu i nie przez pryzmat swoich lęków. A może to wynika z tego, że też były w takim miejscu kiedyś i dokonały zmiany i to się okazało nie być wcale takie straszne. 

Mówi się zresztą o tym, że największy lęk jest przed. A po to już jest inaczej. Tylko ja nie jestem jeszcze po, więc jestem w innym miejscu. Te osoby są po. To są na przykład osoby z mastermindu – też już mają inny mindset

Jeśli nie wiesz czym jest mastermind – grupa osób spotyka się po to, aby dyskutować ze sobą o biznesie czy jakieś ogólne życiowe rzeczy. W zależności od tego jaki przyjmiemy punkt odniesienia. Zwykle się nie znają wcześniej te osoby, potem się poznają. Chociaż to w sumie nie musi być do końca prawda. Można się znać i utworzyć mastermind. 

Stworzyłam przewodnik dla zielonych, dla osób początkujących właśnie o mastermindzie i to było w odcinku czwartym. Polecam sobie zajrzeć, bo to jest moim zdaniem bardzo ciekawa alternatywa w momencie kiedy coś się robi, szuka się jakiegoś wsparcia albo innego spojrzenia, ale w Twoim najbliższym otoczeniu tego innego spojrzenia nie ma i Ci tego spojrzenia brakuje. 

Zauważyłam, że podobną funkcję u mnie pełni z takich osób, które nie są blisko mnie w sensie bardzo relacyjnym – mam na myśli moją partnerkę produktywności, z którą od jakichś 3 miesięcy spotykamy się regularnie co tydzień, żeby monitorować to, co robimy, podzielić się swoimi trudnymi rzeczami i w pewien sposób „rozliczyć” z tego, co robiłyśmy w zeszłym tygodniu i co będziemy robić w przyszłym. Bardzo fajna inicjatywa, bardzo wspierająca. 

Trzeba przyznać, że akurat tak fajnie trafiłam, bo to partnerstwo produktywności wyszło trochę z przypadku w wirtualnym coworkingu u Natalii Dołżyckiej. Tam była taka akcja, że można było zgłosić się do akcji i mieć partnera/partnerkę przypisaną/przypisanego losowo. Ja naprawdę bardzo, bardzo fajnie trafiłam. To jest super punkt odniesienia. 

Właśnie na tym partnerstwie produktywności podzieliła się ze mną ta osoba doświadczeniem ze stawiania na siebie w życiu. Mówiła, że nawet jeśli bardzo trudno jej było później w życiu po podjęciu jakiejś decyzji z różnych powodów – czy to finansowych, czy emocjonalnych – to z perspektywy czasu stwierdza, że każda decyzja, w której ta osoba postawiła na siebie to była bardzo dobra decyzja. Jeśli ona sama się rozwali psychicznie czy fizycznie, to ona nie będzie już w stanie się podnieść. A przynajmniej może nie być łatwo się podnieść. 

Nie będzie w stanie na przykład zacząć na nowo zarabiać pieniędzy i się doprowadzi się do takiego skrajnego stanu, w którym po prostu nie będzie dawała sobie rady z codziennością. Ta historia, której wysłuchałam podczas jednego z naszych spotkań mnie tak bardzo uderzyła. Jak słucham tej osoby, mojej partnerki produktywności, jej historii, jak widzę co ona teraz robi, w jakim miejscu się znajduje, to sobie myślę: matko, jaka niesamowita babka! 

Jeśli ta osoba mówi, że stawianie na siebie było jedną z lepszych decyzji, a przynajmniej, że żadnej z tych decyzji potem nie żałowała, to co jest ze mną nie tak, co jest z moim sposobem myślenia nie tak, że ja siebie przy takich wyborach stawiam na końcu? 

Zbyt miła Torkowska 

Ostatnio nawet się wkurzyłam – mówię całkiem szczerze – na samą siebie, że ja jestem zbyt miła. Że jak mam jakąś sytuację, gdzie ktoś mnie pyta o coś – robię tutaj totalną dygresję pączkującą – i pozwala mi odpowiedzieć połową zdania, a potem wchodzi mi w zdanie i sam sobie odpowiada na to pytanie, bo ma jakąś swoją tezę już zanim zadał mi to pytanie albo w momencie zadawania mi tego pytania, czyli ta osoba nie chce poznać mojej odpowiedzi, tylko tak naprawdę ma w swojej głowie jakiś obraz i chciałaby mi ten obraz wsadzić, to ja nadal chcę być miła. 

Teraz w tym stanie, w którym jestem myślę sobie, jakie to jest kijowe. Przez znaczną część mojego życia, nawet jeśli z zewnątrz się wydawało, że ja podejmuję jakieś decyzje w kontekście stawiania na siebie, na przykład zmiana branży i de facto to było stawianie na siebie, to gdzieś w tle jest szereg zachowań, które ja podejmuję takich nawet drobnych, które pokazują, że ja nie stawiam na siebie. Na przykład znoszę takie głupie pytania. 

Albo znoszę pytanie: co tam u mnie? Odpowiem jednym zdaniem i chciałabym coś dodać, a ta osoba już zaczyna opowiadać o sobie. Tu nie chodzi o to, że ja miałam ochotę opowiadać ciągle o sobie. Tylko jak pytamy co nawzajem u nas, to warto chyba stworzyć tej drugiej osobie trochę przestrzeni i czasem jej trochę posłuchać, żeby to słuchanie nie było jednostronne. 

Na jednym z miękkich szkoleń, na których byłam ostatnio właśnie wyszło coś takiego, że ja mogę być osobą, która pozwala innym właśnie w ten sposób postępować wobec mnie. Na tym szkoleniu wyszło, że jestem dobrą słuchaczką, a właściwie bym powiedziała, że nieasertywną słuchaczką. Ja tak po prostu ludzi słucham i pozwalam, żeby przychodzili do mnie z wiaderkami śmierdzących, niefajnych rzeczy i tak sobie gadali. 

Chęci przekierowania rozmowy na pozytywny aspekt, szukania jakichś pozytywnych aspektów w tej sytuacji, którą opisuje druga strona zwykle jakoś tak spadają na niczym. Nie twierdzę, że to jest wina drugiej strony. To jest mój interes w sumie, żeby tak nie mieć z innymi ludźmi, więc to ja pozwalam innym ludziom w ten sposób mnie traktować, bo nie wyznaczam prawdopodobnie granic w odpowiedni sposób. 

Teraz z tej dygresji pączkującej pozwolę sobie wrócić do tematu zmiany pracy. Nauczyłam się przez te 30 lat mojego życia – jestem w szoku, że mając 30 lat ja takie coś odkrywam – nauczyłam się znosić bardzo dużo dyskomfortu. Znosić bardzo dużo rzeczy, które mi nie odpowiadają. Myślę sobie, że to nie jest tylko mój case. Że to jest też kwestia być może wychowania w moim pokoleniu millenialsów, nie wiem. 

Na zasadzie: masz coś, nie narzekaj, ciesz się, że w ogóle to masz. No spoko. Jak nic nie ma, to może fajnie się cieszyć, że się ma cokolwiek. Nie wiem, to nie jest ten przypadek. Zupełnie nie ten przypadek. Kiedy mam przestrzeń i wiem, że mogłabym zawalczyć o siebie – nawet nie mówię tu o kwestii pieniędzy. Bardziej chodzi o pewną postawę. Tak szczerze mówiąc znoszenie dyskomfortu się w życiu przydaje. [śmiech] Jak Ci jest gorzej albo masz trudniejszą sytuację finansową, albo Cię na coś nie stać, albo cokolwiek innego się dzieje, to być w stanie krótkotrwale znieść tą trudną sytuację, w której się znajduje człowiek. Być może jest jakimś objawem odporności psychicznej. 

Ale jeśli człowiek jest nauczony znosić takie rzeczy przez bardzo długi czas, ignorować sygnały z ciała, tłumaczyć przed sobą pozostawanie w pewnym miejscu albo tłumaczyć przed samym sobą lęk przed tą zmianą itd., to w moim oczach jest to patologiczne. Przynajmniej ja u siebie to postrzegam jako patologiczne. Wywołuje we mnie złość i niezgodę, że ja do takiego miejsca i do takiego sposobu myślenia doszłam. Sama się sobą szokuję. Całkiem szczerze Ci mówię. 

Naprodukowałam się bardzo dużo. Czy to był jeden z bardziej chaotycznych odcinków? Nie wiem. Celem tego odcinka, kiedy o nim myślałam absolutnie nie było to, żeby tu był jakiś mądry wniosek, jakaś mądrość, żebym doszła do jakiegoś rozwiązania. To nie było celem. Celem było to, żeby kogoś poklepać po ramieniu, jeśli Ty jesteś w tej samej sytuacji albo bardzo podobnej do mojej. 

Jeszcze parę lat temu, jak trafiałam na takie poklepujące po ramieniu treści, to wywoływała się we mnie złość. Myślałam sobie: no tak, ci ludzie to się tak klepią po ramieniu, a potem z tego klepania nic nie wynika. Teraz się z sobą z przeszłości nie zgadzam. Myślę teraz inaczej niż ta Monika z przeszłości. Myślę sobie, że my nie zawsze znamy rozwiązanie już teraz. 

Ale mieć świadomość tego, że nie tylko my się z jakimiś trudnościami borykamy, nie tylko my przeżywamy trudne chwile i nie tylko dla nas na przykład decyzja o zmianie pracy czy decyzja o złożeniu wypowiedzenia, kiedy się nie ma alternatywy w tym momencie jest trudna. Mieć tę świadomość, że nie jesteśmy sami daje bardzo dużo. 

To poklepanie po ramieniu albo takie otoczenie ramieniem: hej, ja też tu jestem, ja też przeżywam coś podobnego sprawia, że maleje poczucie samotności. A wierzcie mi, że ja widuję bardzo mało, jeśli w ogóle takie rozterki ludzi. Świat sprawia wrażenie, że dobra, ludzie jakieś mają rozterki, ale po prostu sobie z nimi radzą. Po prostu rozwiązują to, podejmują te decyzje i życie dzieje się dalej. Albo nawet nie narzekają i biorą to, co jest. A czego ty chcesz Torkowska? 

Uważam, że to jest trochę straszne, że tak bardzo się nie dzielimy takimi rzeczami, że tak bardzo to ukrywamy. Jakby innych ludzi nie było w tej sytuacji. Jakby to był wstyd się przyznać do tego, że jestem w takiej sytuacji. Kiedy się już człowiek znajduje w takiej sytuacji jak ja teraz, podejmuje taką decyzję, to ma poczucie serio, że jest w tym sam i że mało kto dookoła w ogóle rozumie te wątpliwości, ten lęk. 

Mój filtr oczywiście jest wybiórczy. Tak jak wspominałam gdzieś po drodze w trakcie odcinka – mózg chętniej widzi to, co jest mniej korzystne. A te dobre rzeczy to tak: a, prześlizgnę się. Chciałabym dołożyć tym dosyć osobistym odcinkiem dobrą cegiełkę do dzielenia się ze światem nie tylko sukcesami, tym jak wygląda dojście do jakiegoś sukcesu, ale tym jak wyglądają rozterki i trudne sytuacje po drodze. 

Efekt mojej decyzji jakiś będzie. Jeszcze nie wiem jaki. W sumie już wiesz, bo na początku odcinka dograłam ten element, żeby nie trzymać dłużej w napięciu i nie tworzyć FOMO. Ale kiedy mówię do Ciebie cały ten odcinek, to ja nie mam pojęcia czym się skończy ta historia. Nie wiem, gdzie będzie jej finał, a może właśnie początek czegoś nowego. 

Jeśli brakuje Ci takich treści albo takiego sposobu myślenia i dzielenia się trudnymi rzeczami tam, gdzie Ty żyjesz, to mam nadzieję, że ten odcinek był jakimś miłym kubkiem z kakałkiem. Wiem, że się mówi „z kakao”, ale u mnie w domu się zawsze mówiło „z kakałkiem”. Czymś takim, co pociesza, trochę głaszcze po ramieniu i co powie, że nie jesteś sam/nie jesteś sama. 

Jeśli uważasz, że masz sens przeżyć dalej w ogóle taką myśl, żeby się dzielić swoim procesem, żeby dzielić się z ludźmi swoimi rozterkami i trudnymi sytuacjami, że nie zawsze wszystko jest różowe i nie zawsze od razu ludzie mają rozwiązanie, to podaj ten odcinek dalej. Niech ktoś usłyszy. Co prawda nie jest to najbardziej merytoryczny odcinek Torkowskiej, ale na pewno jest bardzo szczery. Jeśli choć jednej osobie w jakikolwiek sposób pomoże, to będę przeszczęśliwa, że było warto podzielić się tymi myślami, które mam w tej chwili w głowie. Dziękuję Ci za uwagę i do usłyszenia za 2 tygodnie! 

Jeśli podoba Ci się ten odcinek – dołącz do osób czytających mój newsletter i odbierz dostęp do materiałów dodatkowych.

Sprawdź 🔍

Bezpłatne planery tygodniowe gotowe do druku: tutaj.


Zdjęcie:


Niektóre linki na stronie mogą być afiliacyjne. Jeśli wejdziesz przez taki link na stronę sprzedawcy i dokonasz zakupu otrzymam gratyfikację (nie wpływa to na cenę dla Ciebie). W ten sposób wspierasz moją pracę. Dziękuję!

Przeczytaj też

Zostaw komentarz

1 komentarz

10 wniosków po 10 latach minimalizmu [#028] - Monika Torkowska 29.08.2022 - 19:54

[…] Składać wypowiedzenie kiedy nie mam nowej pracy? Rozważania z korporacji [#027] […]

Odpowiedz

Strona wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies. Ok, lubię ciasteczka Czytaj więcej